lipca 16, 2017

"Fargo" [2014]

O czym to jest: W zapadłej amerykańskiej mieścinie dochodzi do zbrodni. Wielu zbrodni.

Recenzja serialu:

W Hollywood panuje ostatnio kolejna moda. Zamiast wymyślać i wcielać w życie nowe pomysły na produkcje telewizyjne, twórcy biorą na warsztat kinowe hity sprzed paru lat i... przerabiają je na seriale. Oczywiście z innymi aktorami, zmienionymi (poszerzonymi) przebiegami fabuły, ale jednocześnie z zachowaniem oryginalnych postaci, klimatu i tego wszystkiego, co przesądziło o sukcesie takich filmów. Taki los spotkał "Od Zmierzchu do Świtu", "12 Małp", a także genialne "Fargo" braci Coen. Muszę przyznać, że na początku byłem bardzo przeciwny idei takiego odgrzewania kotletów sprzed lat. Zazwyczaj stawiam na oryginalność, a nie powtarzanie tych samych motywów, które już odniosły sukces (dlatego często staram się unikać rebootów). Ale coś spowodowało, że sięgnąłem po nowe "Fargo". I oszalałem z zachwytu.

Tu należy zaznaczyć, że "Fargo" jest serialem-antologią, w którym każdy sezon ma mieć inną formę, bohaterów i miejsce akcji, ale ten sam klimat i nastrój (podobnie jak w "True Detective"). Dlatego też będziemy opisywać każdy sezon osobno. Zaczynamy!

SEZON 1


fargo sezon 1 martin freemanGdy tylko zobaczyłem obsadę, mój nos wyczuł hit na odległość. W głównych rolach obsadzono Martina Freemana - którego każda kreacja (od Watsona po Bilba) to prawdziwy samograj - a także doskonalącego się z filmu na film Billy'ego Boba Thorntona. Dorzućcie do tego parę znanych serialowych mordek (w tym Colina Hanksa) i macie wybuchową mieszankę. Freeman w roli stłamszonego agenta ubezpieczeniowego w zapadłej amerykańskiej mieścinie, zrobił coś niesamowitego - w 10 odcinków przeprowadził nas pełną drogą, zaczynając od współczucia do jego postaci, a kończąc na prawdziwym obrzydzeniu. Z kolei Thornton w roli psychopatycznego mordercy wzniósł się na wyżyny geniuszu, a jego kreacja może śmiało stać w jednym szeregu z takimi geniuszami zbrodni jak Hannibal Lecter czy "morderca z butlą" z "No Country for Old Men". To był absolutny odjazd!

Nadto realia serialu po prostu zrzucały z krzesła - oto w zapomnianej mieścinie pod kanadyjską granicą, gdzie jedyne problemy to zaśnieżone drogi i wykroczenia drogowe, nagle zaczynają się sypać trupy. Jeden, drugi, dziesiąty... Na przestrzeni kilku tygodni splot niespodziewanych wydarzeń pociąga zbrodnię za zbrodnią, której może się przeciwstawić jedynie niezbyt rozgarnięta policjantka z miejscowego komisariatu. Nagle nikt nie może czuć się bezpieczny, a wrażenie zagrożenia potęguje fakt, że wszystkie postacie na ekranie zachowują się, jakby cierpiały na niedorozwój umysłowy (w sam raz dla mieścin cierpiących na chów wsobny). Niesamowicie absurdalna, porażająca czarnym humorem i zbiegami okoliczności historia, która - rzeczywiście - mogłaby się zdarzyć naprawdę. Uwielbiam!

Wniosek: Absolutny hit. Pozycja obowiązkowa.



SEZON 2


fargo sezon 2 patrick wilson
Z wielkimi nadziejami oczekiwałem na drugi sezon wspaniałego "Fargo". Nie wystraszyła mnie planowana zmiana obsady - wręcz przeciwnie! Nowa seria miała stanowić prequel pierwszej i opowiadać o wspominanej kilkukrotnie masakrze w Sioux Falls. Głównym bohaterem uczyniono młodego Lou Solversona, którego w pierwszym sezonie poznajemy jako starszego, emerytowanego policjanta. Tymczasem w roku 1979 wpadł on, podobnie jak później jego córka, na trop zbrodni, która zaczęła prowadzić do kolejnej, a ta do następnej, następnej i następnej...

To z całą pewnością cały czas oryginalne "Fargo": małe miasteczko, niezbyt bystrzy mieszkańcy, zimowa aura, poczucie osamotnienia i trywializacja przemocy, która pełza pod powierzchnią nawet najbardziej spokojnej okolicy. Ogląda się to fenomenalnie! Nie mogę się nachwalić zarówno przebiegu akcji (licznik zabitych sięgał zenitu), bystrych dialogów i cudownej gry aktorskiej, w której sam nie wiem, kto był lepszy. A więc wymienię moich ulubieńców: Patrick Wilson w kreacji uczciwego "gliny z powołania", jego mentor (i przy okazji teść) będący szeryfem (Ted Danson, którego znacie z końcowych sezonów "CSI"), Jesse Plemons w roli niezbyt rozgarniętego miejscowego rzeźnika, Kirsten Dunst jako jego feminizująca żona-fryzjerka czy wspaniały Bokeem Woodbine w roli literata, a przy płatnego mordercy. A to tylko część niepowtarzalnej plejady postaci drugoplanowych! Trudno mi stwierdzić, który sezon "Fargo" jest lepszy, ale bez wątpienia obydwa stanowią obowiązkową pozycję. A dodanie smaczku SF w klimacie "Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia", tak popularnych w końcówce lat 70., czyni tę produkcję wspaniałym obrazem rzeczywistości roku 1979. Może i w krzywym zwierciadle, ale jednak. Ach, tak bardzo czekam na trzeci sezon!

Wniosek: Wciąż trzyma poziom. Kryminał surrealistyczny do granic możliwości!



SEZON 3


fargo sezon 3 ewan mcgregor
Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Brzmi to jak truizm, ale czasem niestety tak jest. Każdy serial prędzej czy później czeka ten sam los: wtórność, brak ikry i pomysłu na pociągnięcie fabuły. Co innego, gdy twórcy od początku wiedzą dokąd prowadzą akcję (jak w przypadku "Gry o Tron"), ale gdy scenariusz powstaje z sezonu na sezon, mogą się zdarzyć poważne potknięcia.

Trzeci sezon "Fargo" rozczarował. I to nie pod względem formy - bo zarówno aktorzy, jak i realia ponownie osiągnęły stopień mistrzowski, ale pod względem scenariusza. Nie licząc jednego dobrego odcinka (ucieczki przez las), przygody bohaterów nie porwały mnie w najmniejszym stopniu i - szczerze mówiąc - nie bardzo mnie obchodziły. Czujne oko mojej małżonki (dyplomowanej etnolog), nakierowało mnie wprawdzie na oczywiste inspiracje fabuły, zaczynając od "Fausta", a na "Mistrzu i Małgorzacie" kończąc. Ale nawet to nie pomogło trzeciej odsłonie serialu, tym razem znacznie bardziej zahaczającej o metafizykę, siły nadprzyrodzone oraz wstawki SF (kreskówka o androidzie Minskim).

Po raz kolejny dostaliśmy prowincjonalnego, poczciwego policjanta (w osobie pani prawie-byłej-szeryf, granej przez nieznaną mi wcześniej Carrie Coon), który musi rozwikłać spiralę zbrodni. Tylko że wspomnianej zbrodni wcale nie było dużo. Zamiast staroświeckich morderstw w porażającej absurdem ilości, scenarzyści zafundowali widzom rozważania na temat biznesowych machlojek i pogoni za pieniędzmi. Wiecie, co mi to przypominało? Drugi sezon "True Detective". Te same błędy twórców i ten sam efekt, czyli nuda. I to mimo, że Ewan McGregor w podwójnej roli braci Stussy był świetny - dzięki umiejętnej charakteryzacji naprawdę byłem przekonany, że patrzę na dwóch różnych aktorów! Podobnie znakomita była Mary Elizabeth Winstead jako zaradna panna Swango, a także David Thewlis jako diaboliczny V.M. Varga. Ale nawet tak dobre postacie nie były w stanie pociągnąć zagmatwanego scenariusza, pełnego niewyjaśnionych sprzeczności i dziwactw (zaczynając od błędnego wieku i niezrozumiałych, hollywoodzkich przygód Ennisa Stussy'ego). 

Odnoszę wrażenie, że twórcy "Fargo" chcieli tym sezonem przekazać jakąś głębszą mądrość, ale jeśli nawet tak było, to nie udało mi się jej odczytać. Pod względem rozrywkowym było zaledwie przeciętnie, a mogło być kultowo. Szkoda potencjału. Zobaczymy, czy kolejne sezony (jeśli powstaną), podźwigną serial do dawnego poziomu.

Wniosek: Przeciętne. Oczekiwałem znacznie więcej.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger