lutego 13, 2018

"Star Trek: Discovery"

O czym to jest: Przygody załogi statku kosmicznego Discovery.

star trek discovery recenzja serialu plakat netflix jason isaacs lorca

Recenzja serialu:

Wraz z końcem pierwszego sezonu "Star Trek: Discovery", najnowszej telewizyjnej odsłony klasycznego uniwersum "Star Treka", mogę z całą pewnością i bez cienia wahania powiedzieć: dziękuję! Jestem zachwycony! Najpierw "Star Trek" z 2009 roku na nowo wprowadził najstarsze aktywne uniwersum science fiction na ekrany kin, a teraz "Discovery" zrobiło to w telewizji. Formuła statycznych przygód, jaką znaliśmy chociażby ze "Star Trek: Enterprise" uległa koniecznej ewolucji i dostosowała się do wymagań współczesnego widza. Oczywiście spotkało się to ze sporym oporem hardcore'owych fanów, wolących oglądać chociażby zachowawczy pastisz w postaci "The Orville". Ale dla takich widzów jak ja, czyli ogólnych miłośników science fiction, "Discovery" stanowi kawał świetnej telewizji!

Oczywiście ma swoje wady. Jest miejscami plastikowy, zbyt udziwniony i za bardzo "emocjonalny" jak na moje gusta. Ja najbardziej żałuję, że twórcy postanowili osadzić akcję w klasycznym uniwersum, zamiast w nowym - zwłaszcza że wizualnie "Discovery" znacznie bardziej pasuje do nowego "Star Treka" z Chrisem Pinem, niż antycznego "Star Treka" z Williamem Shatnerem. Ale są też plusy tego podejścia - zwłaszcza końcówka pierwszego sezonu udowadnia, że w ten sposób powstał cudowny pomost między wspomnianym shatnerowskim "Trekiem", a niesłusznie niedocenianym "Star Trek: Enterprise". Zresztą "Discovery" ma bardzo dużo nawiązań do przygód kapitana Archera - zaczynając od mundurów załogi, poprzez pojawianie się takich ras jak np. Andorianie, aż do literalnego wspominania dawnych przygód. Widać wyraźnie, że twórcy wiedzą co robią i ze wszystkich sił starają się szanować kanon, przy jednoczesnym wprowadzaniu nowych elementów. 

Co ważne, "Discovery" w końcu odszedł od klasycznego podziału jeden odcinek = jedna przygoda, na rzecz ciągłej linii fabularnej. Pierwszy sezon to w zasadzie dwie duże misje - najpierw wojna z Klingonami, a potem przygody w alternatywnej rzeczywistości (tzw. Mirror Universe - to wątek wykorzystywany w niemal każdym serialu "Star Trek" już od lat 60!). Nie brakuje przy tym doskonałych zwrotów akcji i zaskoczeń dla widza, a także ciągłego przetasowywania bohaterów i ich funkcji na statku (wliczając w to dość nieoczekiwanie zgony tu i tam). Do tego humor, akcja, tempo, świetne efekty specjalne i kilka totalnie odjechanych pomysłów, jak np. napęd grzybowy. Jest w czym wybierać!

Na końcu wspomnę o ostatnim wielkim plusie - załodze. Główną bohaterką uczyniono Michael Burnham, Ziemiankę z wulkańskim wychowaniem i jednocześnie adoptowaną siostrę ikonicznego Spocka. Poznajemy ją jako pierwszego oficera statku Federacji, który podejmuje jedną, brzemienną w skutkach decyzję z konsekwencjami dla całej galaktyki... Michael jest znakomitym głównym bohaterem: ma odpowiednią mieszankę heroizmu, inteligencji, charyzmy i wdzięku, czyli wszystkiego, co przykuwa widza do ekranu. Ale to nie wszystko, bo kapitanem "Discovery" jest Gabriel Lorca, najbardziej ekscentryczny i nieokiełznany kapitan w dotychczasowej historii całego uniwersum "Star Treka" (w tej roli fantastyczny Jason Isaacs). Jeśli myśleliście, że młody Kirk w wykonaniu Chrisa Pine'a jest narwany, to poczekajcie aż Lorca ruszy do akcji! Gwarantuję, że będziecie zachwyceni!

Nie mogę się doczekać kolejnych sezonów. "Star Trek: Discovery" to znakomita przygoda w kosmosie, która przy całej swojej atrakcyjności i nowoczesności (również w kwestiach społecznych), nie gubi ducha nieskrępowanego optymizmu i siły ludzkiego ducha, który pcha do przodu to uniwersum od ponad 50 lat. Oby tak dalej!

Wniosek: Rewelacja! Serialowy "Star Trek" śmiało wkroczył w XXI wiek!


<<< Sprawdź kolejność oglądania starej serii "Star Trek"! >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger