sierpnia 05, 2018

Produkcje filmowe na upały - weź to na chłodno!

Gdy żar leje się z nieba każdy szuka ochłody (poza naszym kotem, który idzie się dogrzać na parapet). Zimne napoje, lody, zacienione miejsca, piwnice, schrony atomowe - wszyscy marzą tylko o tym by wleźć pod jakiś kamień i przeczekać najgorsze. Tylko co wtedy robić?

Znacie filmy które kojarzą się Wam z konkretnymi zapachami albo smakami? Mi dla przykładu początek "Imperium Kontratakuje" pachnie kurczakiem z rożna. Pojawia się planeta Hoth i pyk, czuję jak ślinianki zaczynają pracę na myśl o krupiącej skórce i soczystym białym mięsie. Znacie to? Albo przy takim "Harrym Potterze" w scenach około-świątecznych myślę zawsze o lukrowanych piernikach, a przy "Amelii" o sałatce z pomidorów i ogórków, koniecznie z odrobiną siekanej cebulki. Niektóre filmy kojarzą mi się z konkretnymi osobami lub kolorami, ale jest też grupa filmów, przy których robi mi się gorąco lub wręcz przeciwnie mam ciarki na plecach. Dlatego właśnie co roku w trakcie największych wakacyjnych upałów oglądam produkcje, od których robi się zimno. W zasadzie jest kilka tytułów, które chłodzą skuteczniej (i taniej) niż klimatyzacja. Oto subiektywny ranking ośmiu, a w zasadzie dziewięciu tytułów idealnych na upały, o różnym stopniu chłodzenia. Zestawienie otwiera drobny śnieżek na dalekiej północy…


8. Gra o Tron – sezon 7 

Cały serial w zasadzie można sprowadzić do sformułowania Winter is coming. Widzowie od pierwszego odcinka zmuszeni są śledzić losy umierających, pijących, walczących, oddających się lubieżnym pasjom, knujących, kradnących i okradanych, podpalanych, zarzynanych, krwawiących, jęczących, uciekających, zdradzanych i zdradzających bohaterów, a to wszystko po to by doczekać nadejścia obiecanej przez Seana Beana zimy. Dobra wiadomość jest taka, że w sezonie siódmym w końcu obiecana zima nadchodzi, a wraz z nią nadciągają Biali Wędrowcy. Wprawdzie Westeros wydaje się mieć dość przyjazny klimat (oczywiście zależy dla kogo), ale w upalne dni śnieżne sceny za murem przynoszą rześką bryzę z ekranu. No i te siedem sezonów skutecznie zatrzyma Was w ukryciu przed słońcem, bo "Grę o Tron" ogląda się jak jeden długi film, a w środku lata każdy trochę marzy o bardzo, bardzo, bardzo długiej zimie.


7. Oblivion (Niepamięć)

W filmie tym nie zobaczycie ani grama śniegu, za to twórcy oferują nam ogromne bezludne przestrzenie pełne świeżego powietrza. Oglądając bezkresne kadry sięgające po horyzont ma się ochotę odetchnąć pełną piersią. Basen z krystalicznie czystą wodą zawieszony wysoko nad ziemią czy wielkie machiny wysysające wodę pozwalają na chwilę zapomnieć o duszącym, upalnym powietrzu za oknem. Efekt chłodzenia nieco psuje tylko fakt, iż niesamowicie orzeźwiające widoki to zasługa tego, że na Ziemi prawie nie ma już ludzi. To dokładnie tak samo jak w centrum niewielkich miasteczek w środku lata w samo południe. Albo na Wenus. Tam też nie ma ludzi.


6. Snowpiercer (Arka Przyszłości)

Uczciwie przyznaję, że nie jest to film, który zapadł mi w pamięć na dłużej z uwagi na fabułę czy sporą ilość znanych nazwisk przewijających się na ekranie. Wprawdzie same założenia tej historii są interesujące, a całość wygląda ciekawie, to tak naprawdę w lecie liczy się tylko fakt, iż mamy do czynienia z epoką lodowcową i pędzącym pociągiem wśród zasp na wzór kolei transsyberyjskiej. Dla widza to niemal metafora: oto siedzimy uwięzieni w nagrzanych przedziałach pociągu, a dookoła otacza nas świat skuty lodem. Aby poczuć szczypiący mróz nie trzeba nawet otwierać okna, starczy lodówka.


5. Vikings (Wikingowie)

Gdy rano sprawdzamy prognozę pogody i po raz kolejny termometr plasuje się w okolicach wybuchu supernowej na usta ciśnie się: „O Boże…”. Jeżeli jakiekolwiek bóstwo z zamierzchłych czasów mogłoby się przydać w upalne dni, to na pewno byliby to rozmiłowani w burzach i wojnach bogowie nordyccy. Wszak tylko latem wpadamy do klimatyzowanych sklepów niczym berserkerzy w bojowym szale, rozrywamy zgrzewki butelek z woda mineralną, a gdy okazuje się, że to jednak gazowana, budzą się w nas pierwotni barbarzyńcy. Serial "Wikingowie" w swej chłodnej błękitnej tonacji, ze scenami toczącymi się pod zachmurzonym niebem i w otoczeniu chłodnej toni morza, jezior i rzek, perfekcyjnie gasi pragnienie. Śledząc losy bohaterów niemal czujemy chłodną bryzę i zatęchły zapach wiecznie wilgotnej odzieży oraz martwych ryb. To prawie tak jak byśmy stali na molo w Ustce w lutym.


4. The Terror

Świeżutki serial dopiero od tego roku znalazł się w moim chłodzącym zestawieniu, ale za to jaki zimniutki! Umówmy się, żaden śnieżny potwór czy widmo kanibali nas nie przerazi, gdy dosłownie topimy się jak wosk na samą myśl o wyglądnięciu przez okno. Gdy mózg się przegrzewa, wizja utknięcia na kilka lat w mroźnej Arktyce wydaje się warta rozważenia. Po co komu smaczne, zdrowe posiłki i dostęp do Internetu, gdy w około otacza nas tylko śnieg i lód oraz więcej śniegu i lodu? I Inuici na sankach. Zresztą w przypadku tego serialu gęsią skórkę zapewnia nie tylko aura.


3. Ex aequo: The Shining (Lśnienie) i The Thing (Coś)

Śnieg, lód i ciarki na plecach. Ekranizacji książki Stephena Kinga opisywać chyba nie trzeba. To jedna z tych produkcji, które po prostu trzeba zobaczyć i w zasadzie nieważne w jakiej porze roku. Kto w środku upalnego lata nie marzy, by znaleźć się nagle w górskim, opuszczonym hotelu w środku zimy? (Oczywiście nie licząc tych, którzy oglądali "Lśnienie"). Jako alternatywę polecam również przenosiny do stacji badawczej na Antarktydę, gdzie czeka na nas „Coś”. Po tym seansie spacer w upalny dzień może wydać się całkiem dobrym pomysłem. Zwłaszcza gdy mamy w domu psa lub kota, które badawczo nam się przyglądają. Nie taki upał straszny, gdy są rzeczy straszniejsze.



2. Ghost Writer (Autor Widmo)

Uwielbiam klimat tego filmu. Deszcz i niebo zasnute chmurami przypominają mi długie jesienne dni, które spędziłam u podnóża Ślęży zaczytując się we "Władcy Pierścieni". Deszcz, szum starego orzecha za oknem, miękka kanapa, trzy opasłe tomiska i majaczące za mgłą górskie wzniesienie. Nie ma chyba lepszej scenerii do śledzenia wędrówki Drużyny Pierścienia. Identyczny wilgotny chłód i wiatr za oknem przywodzi na myśl "Autor Widmo". Nadmorska sceneria i betonowe surowe wnętrza plus dobra fabuła to przepis na zapomnienie o upale. Film nie tylko wciąga, ale i chłodzi, a do tego jest po prostu dobrą produkcją docenioną na wielu festiwalach.


1. The Day After Tomorrow (Pojutrze)

Jest to produkcja, którą oglądam co roku w największe wakacyjne upały od wielu lat. Gdy żar leje się z nieba, a pot strumieniami z czoła, w głowie rodzi mi się myśl: „Najwyższy czas na "Pojutrze". Nie wiem jak to możliwe, ale ten film chłodzi niemal od pierwszej sceny, chociaż drastyczne zmiany klimatyczne przychodzą dopiero później. Nic tak nie pobudza wyobraźni jak gwałtownie nadciągająca epoka lodowcowa, która unicestwia w oka mgnieniu zarówno mamuty podczas kolacji, jak i rządowe helikoptery. Wielkie mroźne wiry widoczne z kosmosu, grad wybijający szyby i przysypana śniegiem Statua Wolności, do tego nienachalny wątek romantyczny, edukacyjny i ekologiczny i mamy rewelacyjne kino familijne na upalne niedziele. Do dziś pamiętam zdjęcie z planu "Pojutrza" na którym Dennis Quaid ubrany w zimowe wdzianko walczy o życie leżąc w śniegowej zaspie. Nad nim zaś stoi wielki wiatrak produkujący wiatr i trzech panów technicznych w szortach i sandałach (jeden z nich prawie na pewno miał na sobie koszulę w palmy!). Tak się właśnie nagrywa sceny, w których bohater umiera z zimna gdy na planie jest ponad 30 stopni. Aktorstwo to zdecydowanie ciężki kawałek chleba. Zatem co roku trzęsę się z zimna razem z Dennisem Quaidem w środku upalnego lata. Tylko, że to ja mam wtedy na sobie szorty. Jeżeli mielibyście wybrać tylko jeden chłodzący film to zdecydowanie wybierzcie „Pojutrze", bo tylko on gwarantuje szron na ekranie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger