"The Suicide Squad" ("Legion Samobójców")

 O czym to jest: Grupa skazańców z supermocami rusza na krwawą misję ratowania świata. 

legion samobójców hbo max james gunn idris elba

Recenzja filmu:

W pierwszym od dawna wpisie na Jest Kultowo przechodzimy do jednej z wielu zaległości, jakie narobiły mi się w ostatnim czasie - drugim z kolei filmie zatytułowanym "Legion Samobójców" w historii filmowego uniwersum DC. Jest to zarówno sequel, jak i miękki reboot pierwszego "Legionu" z Willem Smithem, po którym w historii widzów zapisały się jedynie znakomity trailer oraz zjawiskowa Margot Robbie jako Harey Quinn. Cała reszta, niestety, była zaledwie przeciętna (wliczając w to Jareda Leto jako Jokera). Dlatego włodarze Warner Bros zrobili dość sprytny manewr - wzięli to co najlepsze z pierwszej części (czyli pomysł na historię oraz Margot Robbie) i zrobili kolejny, podobny film, prawie nie wspominając o poprzednim. I jeszcze dali ten niemal ten sam tytuł, a za sterami posadzili człowieka, który uczynił z marvelowych "Strażników Galaktyki" fenomen na skalę światową. Bardzo sprytne!

Pozostaje więc pytanie: czy James Gunn nakręcił hit na skalę wspomnianych "Strażników"? Nie. Ale poszło mu nawet znośnie, choć nie bez potknięć. Na plus na pewno trzeba zaliczyć humor - bystre i zabawne dialogi, choć niestety większość gagów zdradziły wcześniej trailery. Drugi plus to postacie, wśród których na pierwszy plan wysuwa się absolutnie rewelacyjny John Cena jako Peacemaker (nic dziwnego, że doczekał się własnego serialu!), choć i Idris Elba jako Bloodsport (następca Willa Smitha jako Deadshota, i to niemal kropka w kropkę), wspomniana Harley Quinn, a także Ratcatcher 2, Polka-Dot Man i oczywiście King Shark mają swoje pięć minut, wnosząc świetny koloryt do historii. Sceny akcji są znakomite, nie brakuje też krwawych szczegółów (czasem nawet zbyt krwawych) i generalnie widać, że w scenariuszu panowała zasada "wszystko dozwolone". 

A teraz zastrzeżenia, a właściwie tylko jedno. Mam nieodparte wrażenie, że film jako taki nie miał żadnego celu. Nie opowiadał żadnej większej historii, nie skupiał się na rozwoju postaci X czy Y, nie był też bezpośrednią kontynuacją poprzednich części uniwersum, a raczej samodzielną przygodą. Czyli to taki trochę skok na kasę. Z drugiej strony, czy nie właśnie tym są i powinny być popcornowe blockbustery? Kilka dekad temu wszyscy oglądali westerny odbijane od siebie niczym z jednej kliszy; teraz są to filmy o superbohaterach. I nie ma co się obrażać: to jest showbiznes. A skoro to biznes, to musi zarabiać! Więc usiądźmy wygodnie i gdy najdzie nas ochota na bezmózgową, kolorową i krwawą nawalankę ze szczyptą złośliwego humoru pamiętajmy o "The Sucide Squad". Zdecydowanie wolałbym wrócić do tego filmu niż jego nieudanego poprzednika.

Wniosek: Nakręcone z wizualnym przepychem, ale... bezcelowe?


<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "DCEU"! >>>


Copyright © Jest Kultowo! , Blogger