"The Suicide Squad" ("Legion Samobójców")
O czym to jest: Grupa skazańców z supermocami rusza na krwawą misję ratowania świata.
Recenzja filmu:
W pierwszym od dawna wpisie na Jest Kultowo przechodzimy do jednej z wielu zaległości, jakie narobiły mi się w ostatnim czasie - drugim z kolei filmie zatytułowanym "Legion Samobójców" w historii filmowego uniwersum DC. Jest to zarówno sequel, jak i miękki reboot pierwszego "Legionu" z Willem Smithem, po którym w historii widzów zapisały się jedynie znakomity trailer oraz zjawiskowa Margot Robbie jako Harey Quinn. Cała reszta, niestety, była zaledwie przeciętna (wliczając w to Jareda Leto jako Jokera). Dlatego włodarze Warner Bros zrobili dość sprytny manewr - wzięli to co najlepsze z pierwszej części (czyli pomysł na historię oraz Margot Robbie) i zrobili kolejny, podobny film, prawie nie wspominając o poprzednim. I jeszcze dali ten niemal ten sam tytuł, a za sterami posadzili człowieka, który uczynił z marvelowych "Strażników Galaktyki" fenomen na skalę światową. Bardzo sprytne!
Pozostaje więc pytanie: czy James Gunn nakręcił hit na skalę wspomnianych "Strażników"? Nie. Ale poszło mu nawet znośnie, choć nie bez potknięć. Na plus na pewno trzeba zaliczyć humor - bystre i zabawne dialogi, choć niestety większość gagów zdradziły wcześniej trailery. Drugi plus to postacie, wśród których na pierwszy plan wysuwa się absolutnie rewelacyjny John Cena jako Peacemaker (nic dziwnego, że doczekał się własnego serialu!), choć i Idris Elba jako Bloodsport (następca Willa Smitha jako Deadshota, i to niemal kropka w kropkę), wspomniana Harley Quinn, a także Ratcatcher 2, Polka-Dot Man i oczywiście King Shark mają swoje pięć minut, wnosząc świetny koloryt do historii. Sceny akcji są znakomite, nie brakuje też krwawych szczegółów (czasem nawet zbyt krwawych) i generalnie widać, że w scenariuszu panowała zasada "wszystko dozwolone".
A teraz zastrzeżenia, a właściwie tylko jedno. Mam nieodparte wrażenie, że film jako taki nie miał żadnego celu. Nie opowiadał żadnej większej historii, nie skupiał się na rozwoju postaci X czy Y, nie był też bezpośrednią kontynuacją poprzednich części uniwersum, a raczej samodzielną przygodą. Czyli to taki trochę skok na kasę. Z drugiej strony, czy nie właśnie tym są i powinny być popcornowe blockbustery? Kilka dekad temu wszyscy oglądali westerny odbijane od siebie niczym z jednej kliszy; teraz są to filmy o superbohaterach. I nie ma co się obrażać: to jest showbiznes. A skoro to biznes, to musi zarabiać! Więc usiądźmy wygodnie i gdy najdzie nas ochota na bezmózgową, kolorową i krwawą nawalankę ze szczyptą złośliwego humoru pamiętajmy o "The Sucide Squad". Zdecydowanie wolałbym wrócić do tego filmu niż jego nieudanego poprzednika.
Wniosek: Nakręcone z wizualnym przepychem, ale... bezcelowe?
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "DCEU"! >>>
"Godzilla vs. Kong"
O czym to jest: Wielka jaszczurka walczy z wielkim gorylem.
Recenzja filmu:
Zazwyczaj oceniając filmy staram się być szczery sam ze sobą - tak jest też tym razem. Przyznaję, nigdy nie byłem specjalnym fanem filmów o potworach tudzież robotach nawalających się po ryjach z innymi potworami (pewnie dlatego, że z anime miałem niewiele do czynienia). Owszem, obejrzeć mogę, ale żeby się specjalnie tym pasjonować - to niespecjalnie. Niemniej z zainteresowaniem podszedłem do "Godzilla vs. Kong", bo choć fanem "Godzilli" nigdy nie byłem, to "Kong: Skull Island" bardzo mi się spodobał. Niestety w tym wypadku film jest raczej trzecią częścią słabej "Godzilli", niż sequelem "Konga". Cóż za rozczarowanie!
Jeśli oglądaliście uważnie "King of Monsters", to szybko odnajdziecie się w realiach filmu. Nie żeby miał on większy sens, bo nie ma - fabuła wręcz kipi nielogicznościami, zbędnymi postaciami i traktowaniem widza jak idioty. Tak naprawdę (i serio nie żartuję) gdyby wyciąć z filmu wszystkie ludzkie postacie efekt byłby identyczny! A już z całą pewnością można było sobie podarować wątek nastolatków wkradających się do tajnej bazy złej korporacji i ratujących świat (w iluż słabych filmach już to widziałem!). Również cała reszta wątków nie miała większego sensu. Jedyne co mogę zaliczyć na poczet sukcesów to wizja Pustej Ziemi (choć nadal nie do końca rozumiem, jak miałaby działać), kolejnych starożytnych ruin oraz Konga skaczącego po lotniskowcach. I to... tyle.
Chciałbym coś więcej napisać o tej produkcji, ale literalnie nie mam co! Wielka jaszczurka strzelająca laserami z pyska walczy z wielkim gorylem z toporem, a następnie z wielkim robotem w kształcie jaszczurki. Ma to sens? Niespecjalnie. Wygląda fajnie? Czasami, choć za kilka lat efekty specjalne będą wzbudzać niestety jedynie zażenowanie. Czy chcemy sequel? Mówiąc szczerze moglibyśmy go sobie podarować, bo jeśli po raz kolejny w tym uniwersum dostaniemy dokładnie to samo, to chyba lepiej zgasić światło i poświęcić na coś innego te dwie godziny życia. Na przykład na obejrzenie "Sanctuary", tam Pusta Ziemia wyglądała naprawdę super!
P.S. Tak się złożyło, że w tym filmie Kong zniszczył Hong Kong. Dopiero teraz złapałem żart!
Wniosek: Potwornie (nomen omen) nudne. Plus jedynie za wizję Pustej Ziemi.
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii MonsterVerse! >>>
"Raised by Wolves" ("Wychowane Przez Wilki")
O czym to jest: W postapokaliptycznej przyszłości niedobitki ateistów i fanatyków religijnych próbują skolonizować obcą planetę.
Recenzja serialu:
Skutkiem ubocznym oglądania tylu produkcji ile ja jest to, że coraz ciężej mnie zaskoczyć. Mam nadzieję, że nigdy nie zmienię się w cynicznego krytyka filmowego jak jedna z postaci "Lady in the Water" - tego bym nie chciał! Ale faktem jest, że uczucie "to już gdzieś widziałem" towarzyszy mi coraz częściej. Na szczęście wciąż czasem potrafię się zaskoczyć - tak jak w przypadku "Raised by Wolves", czyli serialu który autentycznie spowodował u mnie opad szczęki i wielodniową traumę. Wow!
Wspominałem już o swoistej dwubiegunowości Ridleya Scotta, niewątpliwie wybitnego reżysera, który potrafi tworzyć zarówno na wskroś kultowe obrazy, jak i straszne szmiry (bez etapu pośredniego - albo jedno, albo drugie). I nigdy nie wiem, na które oblicze Ridleya trafię tym razem! Na szczęście "Raised by Wolves", wyprodukowany przez niego serial (w którym wyreżyserował też dwa pierwsze odcinki) dał nam to, co miał najlepszego w zanadrzu. Efektem jest głębokie, przejmujące, intelektualne kino SF godne najlepszych literackich klasyków jak Lem, Dick czy Clarke. Świat "Raised by Wolves" to postapokaliptyczna wizja przyszłości, w której światowa wojna ateistów z fanatykami religijnymi spustoszyła Ziemię i ludzką cywilizację. Ocaleńcy wyruszyli na odległą planetę Kepler-22b (taka planeta istnieje naprawdę i jest wymieniana jako jedna z potencjalnych kandydatek do kolonizacji przez ludzi, o ile spełnia odpowiednie warunki). Ateiści postawili swoje karty na parę androidów, która już po wylądowaniu wyhodowała i zajęła się wychowaniem grupki małych dzieci. Z kolei fanatycy posłali wielką arkę wypełnioną wybrańcami (czyli przedstawicielami swojej społecznej elity). Nieuchronne spotkanie obydwu frakcji doprowadzi do tragicznych konsekwencji i przeniesienia do nowego świata wszystkich problemów starego. Ale to nie koniec, bowiem Kepler-22b i to co się dzieje na jej powierzchni absolutnie nie jest tym, na co wygląda. I nie miejcie nadziei, że pierwszy sezon da Wam jakieś konkretne odpowiedzi, mało tego - namnoży kolejne pytania i zagadki! Nie mogę się doczekać, co będzie dalej!
Musicie przyznać, że w świetle tego co się dzieje (również w Polsce) całkiem realna staje się wizja globalnego konfliktu tych którzy wierzą w naukę - nazwijmy ich ateistami - ze zwolennikami starego świata chętnymi do tego, by podporządkować całe życie zbiorowi linijek antycznego tekstu, który nie wiadomo kiedy i przez kogo został stworzony. Widać w tym wyraźną analogię do świata wokół nas - płaskoziemcy, antyszczepionkowcy, fanatycy religijni i inni szaleńcy chcą nas aktualnie zatrzymać w mroku przeszłości, krwawo tępiąc tych, którzy mają inne zdanie. Czy przyszłe starcie tych dwóch światów jest nieuniknione? Mam nadzieję że nie, ale zapewne nie dożyję momentu, by się samemu przekonać (może to i lepiej). Czasem lepiej nie wiedzieć, jaki będzie finał historii!
Twórcy "Raised by Wolves" postawili na tak dużą dozę naukowości, jaką tylko mogli. Wszystko co widzimy na ekranie zgadza się z zasadami fizyki, przynajmniej w naszym rozumieniu (wliczając w to naukowe teorie, jak coś mogłoby działać, o ile udałoby się to zbudować). Wizja androidów eksplorujących ludzką naturę nie jest oczywiście niczym nowym, choć akurat w tym serialu androidy są równie szalone jak ich ludzcy twórcy. Duża w tym zasługa głównych aktorów grających Matkę i Ojca - są totalnie wiarygodni i wybitni w tym, jak prezentują swoje postacie. Zwłaszcza Amanda Collin jako krwiożercza, szalona obrończyni swoich i cudzych dzieci - prawdziwa tytułowa wilczyca! Niezły jest też Traviss Fimmel, gwiazdor "Wikingów", zatrudniony w roli przywódcy fanatyków (wprawdzie niczym się nie różni od swej roli Ragnara Lothbroka, ale w tym przypadku to akurat dobrze).
"Raised by Wolves" to szarpiące duszę, pełne niepokoju kino SF na pograniczu horroru. Kosmos to paskudne miejsce, a obce planety tym bardziej. Dlatego dbajmy o tą, którą dostaliśmy w darze, bo lepszej nigdy nie znajdziemy! Z niecierpliwością czekam na kolejne sezony i rozwijanie intrygi, licząc na godne zamknięcie namnożonych wątków. Oj będzie się działo!
Wniosek: Głęboko intelektualne SF godne klasyków gatunku. Zostaje w głowie!
"The New Mutants" ("Nowi Mutanci")
O czym to jest: Grupa nastolatków zostaje zamknięta w szpitalu, gdzie muszą się mierzyć z własnymi supermocami.
Recenzja filmu:
Mówi się, że dobry film obroni się sam, niezależnie od tego ile czasu upłynęło od jego nakręcenia. Być może... ale nie w tym przypadku. Cechą cykli popkulturowych jest to, że aby miały sens muszą wychodzić w pewnym kontekście. Niestety w tym wypadku "The New Mutants" - z opóźnioną o kilka lat premierą - zdecydowanie przegapiło swój moment. Gwoździami do trumny okazała się oczywiście pandemia Covid-19 (która wymusiła ograniczoną premierę w kinach) oraz wcześniejsze skasowanie foxowego uniwersum "X-Menów" na rzecz kwitnącego "Marvel Cinematic Universe". Dlatego też "The New Mutants", choć samo w sobie jest filmem poprawnym, jest jednocześnie całkowicie niepotrzebnym i bezcelowym dziełem.
To tylko - i aż - horror o nastolatkach. Grupa dzieciaków, niepotrafiących kontrolować swoich supermocy i stwarzających zagrożenie dla otoczenia, zostaje zamknięta w ośrodku, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Trochę przypominało mi to klimat "Sucker Punch" (tyle że bez wpływów mangi i anime), ale na poważnie. Role wydawały się jasno rozpisane: to niewinne dzieciaki były dobre (jak to w uniwersum "X-Menów"), a lekarze (w tym wypadku lekarka) źli. Ale wiecie co? Patrząc na to co ta młodzież wyrabiała, to faktycznie nie licząc Aryi Stark zmienionej w wilkołaka, cała reszta faktycznie była walnięta i diabelnie niebezpieczna! Wniosek: faktycznie może lepiej było ich tam trzymać... Niestety ta konkluzja rozsypała mi nieco cały obraz sytuacyjny, bo jak tu kibicować w ucieczce tym, którzy powinni siedzieć zamknięci i faktycznie chodzić na poważną terapię?
Niemniej przyznaję, horror wyszedł z tego całkiem przyzwoity. Podobały mi się bardzo supermoce, postacie, gra aktorska, efekty specjalne, scenografia... Nawet było miejsce na naturalny i niewymuszony wątek LGBT (przypominam: komentarze na temat aktualne sytuacji społeczno-politycznej na świecie to specjalność filmów o "X-Menach"). Niestety kontynuacji wątków i historii postaci już się nie doczekamy, choć film wyraźnie kręcony był jako wstęp do dalszych przygód. A zatem: do obejrzenia i natychmiastowego zapomnienia, co patrząc na reakcję światowej publiki nastąpiło jeszcze przed premierą.
Wniosek: Poprawnie nakręcony horror o superbohaterach, choć stworzony chyba bez większego celu.
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "X-Men"! >>>
"Wiedźmin"
Recenzja serialu:
Wniosek: Jeśli się tylko kupi konwencję to jest to całkiem niezły serial!
"The Witcher" ("Wiedźmin")
Recenzja serialu:
Wniosek: Świetnie zrobione, wciągające i godne książkowego pierwowzoru.
"Jurassic World: Fallen Kingdom" ("Jurassic World: Upadłe Królestwo")
Recenzja filmu:
Wniosek: Tak źle napisanego scenariusza nie widziałem od dawna. Nudna szmira!
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "Jurassic Park"! >>>
"Godzilla: King of the Monsters" ("Godzilla II: Król Potworów")
Recenzja filmu:
Wniosek: Jest znośnie, o ile wyłączy się zwoje mózgowe.
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii MonsterVerse! >>>
"Aquaman"
Recenzja filmu:
Wniosek: Widowiskowe i fajne! Jak na film komiksowy oczywiście.
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii DCEU! >>>
"Aliens vs. Predator: Requiem" ("Obcy kontra Predator 2")
Recenzja filmu:
Wniosek: Potwornie zmarnowany potencjał na dobry film.
<<< Sprawdź kolejność oglądania serii Obcy/Predator! >>>
"The Terror"
Recenzja serialu:
Wniosek: Na początku rewelacyjne, potem nieco traci tempo.








































