Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkoła. Pokaż wszystkie posty
"Community"

"Community"

O czym to jest: Grupa życiowych rozbitków studiuje w college'u dla odrzutków.

community serial donald glover chevy chase john oliver

Recenzja serialu:

Jest dla mnie wielką zagadką, jakim cudem przez tyle lat nie słyszałem o tym serialu! A to przecież czyste złoto! Nie dziwię się, że ma status kultowej produkcji w USA. Jeśli chodzi o współczesne amerykańskie seriale komediowe, to w Polsce prym popularności wiedzie wciąż „The Big Bang Theory” (na spółkę z „Przyjaciółmi”). Tymczasem „Community”, w mojej ocenie, jest od nich zdecydowanie lepsze! 

Jeśli chodziliście kiedykolwiek na studia, od razu złapiecie klimat produkcji. Akcja serialu dzieje się w college’u, ale nie takim zwykłym, bo tzw. „community college”. To coś w rodzaju „technicznego college’u”, który trwa zazwyczaj dwa lata i można by go w Polsce przyrównać do szkoły policealnej. Zaletą takich szkół w USA jest to, że są tańsze od klasycznego college’u, choć oczywiście ich poziom też jest odpowiednio niższy. Historia „Community” opowiada o takiej szkole dla wszelkiej maści odrzutków, życiowych rozbitków i dziwaków, którzy nawiązują ze sobą relacje quasi-rodzinne i wspólnie stawiają czoła przeciwnościom losu. Wszystko w komediowej konwencji rzecz jasna. Zestawienie głównych bohaterów produkcji zawiera: aroganckiego ex-adwokata wywalonego z pracy za sfałszowanie dyplomu, niespełnioną anarchistkę, kujonkę z problemem narkotykowym, ex-sportowca o mentalności kilkulatka, afroamerykańską „mamuśkę” po rozwodzie, podstarzałego milionera szowinistę oraz autystycznego nerda. Oryginalna gromadka, nieprawdaż? Doliczcie do tego transseksualnego dziekana i demonicznego wykładowcę z problemami psychicznymi, a macie przepis na szaloną jazdę bez trzymanki! 

„Community” jest zabawne, i to oryginalnie zabawne, już od pierwszych scen. Dialogi, gra aktorska (dość wspomnieć, że jedną z ról gra kultowy Chevy Chase, a inną wschodząca gwiazda kina i estrady Donald Glover!), pomysły na odcinki – wszystko zagrało perfekcyjnie. Największą zaletą serialu jest błyskotliwy kolaż motywów popkultury, który zapewnia świeżość i oryginalność formy. Są więc epizody w konwencji kina akcji, horroru, science fiction, westernu, kryminału etc. Moimi ulubieńcami są odcinki „bitew paintballowych”, które – uwierzcie mi – są prawdziwymi krótkometrażowymi dziełami sztuki! A taki na przykład dwuodcinkowiec o bitwie miasta poduszek z miastem koców w konwencji dokumentu o wojnie secesyjnej zasłużył co najmniej na nagrodę Emmy! 

Uwielbiam „Community” za bohaterów, humor i to, że nie traktują widza jak idioty, tylko jak inteligentnego, obeznanego z popkulturą odbiorcę. To pozycja bez dwóch zdań kultowa. Będę do niej wracał! 

#SixSeasonsAndAMovie

Wniosek: Rewelacyjna zabawa formą i konwencją! Rozbawi każdego!


"Carrie"

"Carrie"

O czym to jest: Prześladowana w szkole nastolatka odkrywa w sobie mroczne moce.

Recenzja filmów:

carrie film 1976 stephen king brian depalma sissy spacekTo będzie jedna recenzja dwóch filmów. Problem z "Carrie", horrorze o morderczej nastolatce opartym na debiucie Stephena Kinga, polega na tym, że obydwie ekranizacje są do siebie podobne jak dwie krople wody. Praktycznie jest to ten sam scenariusz, różniący się jedynie pewnymi szczegółami. Od czasów "Sahary" nie spotkałem się z remakiem tak podobnym do oryginalnego dzieła. A przecież jedną i drugą "Carrie" dzieli prawie 40 lat! To tylko udowadnia, że wystarczy się solidnie oprzeć na oryginalnej książce, by nakręcić dwa dobre, niemal identyczne filmy. I to jeszcze oddzielone od siebie niemal pół wieku!

Skoro akcja w obydwu obrazach przebiega tam samo, porównajmy te same elementy i spróbujmy ustalić, który film jest lepszy - czy "Carrie" z 1976 roku, czy może z 2013 roku. Gotowi? Zaczynamy!

1) Główna bohaterka: Tutaj wygrywa stara Carrie. Jest brzydsza, bardziej kryptyczna i niepokojąca w tym jak wygląda, jak mówi i jak się zachowuje. Oglądanie jej na ekranie wzbudzało dreszcze, a przecież właśnie o to chodziło - taka powinna być Carrie oparta na tej z książki. Nowa dziewczyna jest ładniejsza i przyjemniejsza dla oka, ale z kolei bardziej widać w niej ikrę i siłę charakteru. Teoretycznie powinna to być zaleta, aczkolwiek Carrie chyba jednak powinna być bardziej zastraszona i wręcz przerażona tym, czym jest.

2) Matka: Tu z kolei lepsza była nowa matka. Piper Laurie sprawiała wprawdzie bardziej szalone i fanatyczne wrażenie, wliczając w to scenę orgazmu na skutek przebicia własnego ciała dużą ilością noży (za tę rolę zaliczyła zresztą nominację do Oscara). Ale za to nowa matka (w tej roli świetna Julianne Moore, która z sukcesem wróciła na duży ekran) była znacznie głębszą postacią. Widzieliśmy, jak walczy z samą koncepcją macierzyństwa, pogrąża się w otchłani fanatyzmu i masochizmu, po czym próbuje zabić córkę, by ją uratować. A więc może i była mniej szalona niż oryginalna matka, ale za to bardziej wiarygodna.

carrie film 2013 stephen king julianne moore
3) Złe nastolatki: W nowym filmie niestety odbrązowiono trochę prześladowczynie Carrie. W starym filmie były po prostu złe, głupie i paskudne. Tak paskudne, że mieliśmy ochotę zabić je własnoręcznie. W nowym filmie pokazane są jako niejednoznaczne postacie, tak jakby zdawały sobie sprawę, że robią coś niewłaściwego i miały z tego powodu wyrzuty sumienia. Czy rzeczywiście by tak było? Śmiem wątpić, sam chodziłem do liceum i mogę szczerze powiedzieć, że nie ma głupszego stworzenia na kuli ziemskiej niż licealistka. Interesująca jest też zmiana głównej prześladowczyni z blondu (oryginał) na brunetkę (remake). A także rezygnacja w nowej wersji ze sporej dawki nastoletniej golizny i erotyki, która nikogo nie bulwersowała w 1976 roku. Znak czasów?

4) Rzeźnia: Tu w cuglach wygrywa nowy film. Masakra na studniówce jest zdecydowanie bardziej satysfakcjonująca w remake'u. Widzimy, jak dokładnie skończyła każda ze złych postaci, podczas gdy w oryginale było to bardziej nieokreślone (i zawierało sporą dozę przypadkowych ofiar). Krwawe szczegóły również są fajniejsze, wliczając w to epickie rozwalenie samochodu w finale wraz z pasażerami. To mi się podoba!

5) Klimat: No jednak oryginał jest tu lepszy. Bardziej mroczny, niepokojący, sugestywny. Remake to po prostu, jak to określono w jednej recenzji, "teenage revenge movie". A to jednak trochę mało, by przejść do historii kina. Za to w nowej wersji mamy znacznie prostsze ukazanie psychiki Carrie czy losów poszczególnych postaci. W oryginale otrzymaliśmy znacznie głębsze pole do domysłów i własnych interpretacji. Każdy widz musi ocenić, które podejście podoba mu się bardziej.

Podsumowując: obydwa filmy mają swoją własną wartość - jeden jest lepszych w pewnych elementach, a drugi w innych. Interesującym jest obejrzeć je naraz, jeden po drugim. A potem najlepiej przeczytać książkę.

Wniosek: "Carrie" daje radę. Ta historia się nie starzeje.



Copyright © Jest Kultowo! , Blogger