stycznia 01, 2015

"Interstellar"

O czym to jest: Ludzie próbują skolonizować inne planety.


Christopher Nolan to reżyser-legenda. Po tym, co zrobił z postacią Batmana, każdy dawał mu wielki kredyt zaufania z góry zakładając, że każdy twór Nolana z definicji musi być arcydziełem. Przyznam się szczerze, że też złapałem się w tą pułapkę, dlatego ucieszyłem się na wieść, że powstaje "Interstellar", film SF który ma być jak najwięcej "science", a jak najmniej "fiction". Ot taka nowa "Odyseja Kosmiczna 2001". Nie zniechęciły mnie nawet wyjątkowo słabe trailery. Pomyślałem sobie: Nolan, kosmos, McConaughey - idę! 

No więc poszedłem. Ale wyszedłem z kina skołowany. Mógłbym tu i teraz wymienić wszystkie błędy i zarzuty względem tego filmu: że za długi, nielogiczny, niezgrabny, średnio dobrze zagrany, bazujący na stereotypach, miejscami płytki i czestwy... po czym stwierdzić, że jednak mi się podobał. Na pewno nie jest to produkcja, o której szybko się zapomina. Zostaje w głowie, zmusza do myślenia i stawia pytania. Obawiam się jednak, że sporo pytań, które zadaje sobie widz, wynika ze zbytniego uproszczenia wielu wątków, czy też po prostu zarzucenia ich w połowie. No bo zastanówmy się: po co ludzie z przyszłości utworzyli tunel czasoprzestrzenny dla swoich przodków i zmusili ich do opuszczenia Ziemi? Po co dawali opcje tuzina planet, z których odwiedziliśmy zaledwie trzy? Czemu ludzie opuścili Ziemię ledwo na orbitę Saturna, zamiast dołączyć do Anne Hathaway w odległej galaktyce? Twórcy filmu zarzucili nas ogromną liczbą wątków, dając jednocześnie za mało odpowiedzi. Nie lubię czegoś takiego, bowiem brak logiki w fabule utrudnia pełny odbiór filmu. A szkoda, bo potencjał był.

Technicznie rzeczywiście nie ma się do czego przyczepić: jest przestrzeganie praw fizyki, brak dźwięku w kosmosie (!), paradoksy czasowe etc. McConaughey robi co może, choć po jego ostatnich występach (np. w "Detektywie") liczyłem na więcej. Anne Hathaway jak zwykle wybitnie mnie irytowała, na szczęście równoważył ją rewelacyjny ostatnio Matt Damon (gdy się w końcu pojawił, zadałem sobie nieme pytanie: czemu reżyser nie obudził go na początku filmu?). Mieliśmy też genialnego robota TARS'a, który może śmiało stanąć w szeregu najfajniejszych robotów w historii kina. Mogę się jedynie przyczepić do marnego fallout'u (praktycznie go nie było) i trochę słabych ujęć w kosmosie; w "Grawitacji" wyglądało to o wiele lepiej.

Cóż, nowa "Odyseja Kosmiczna 2001" to nie była. Ba, nawet "Atlas Chmur" miał w sobie więcej głębi. Ale nie było to złe kino, chociaż przydługie i zbyt ckliwe. Od Nolana oczekiwałem więcej, choć pewnie gdyby kręcił to ktoś inny, byłbym usatysfakcjonowany.

Wniosek: Ujdzie, ale miało potencjał na więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger