sierpnia 30, 2015

"Robin of Sherwood" ("Robin z Sherwood")

O czym to jest: Przygody Robin Hooda i jego wesołej bandy.

robin z sherwood serial recenzja plakat michael praed

Recenzja serialu:

"Robin z Sherwood" to bez dwóch zdań najlepsza ekranizacja przygód legendarnego angielskiego rozbójnika. Więcej prób ekranizacji w historii kina i telewizji ma chyba tylko "Trzech Muszkieterów" Dumasa. Co kilka lat pojawia się jakiś film albo serial o Robin Hoodzie, ale umówmy się - to ten serial zajmuje pierwsze miejsce. Jego kulturowe znaczenie było tak ogromne, że wprowadziło na stałe do legendy nowe elementy, takie jak np. obecność Nazira, morderczego Saracena w drużynie Robina (powtórzone później chociażby w świetnym "Robin Hoodzie: Księciu Złodziei"). Dzisiejszym fanom tematyki Robin Hooda trudno jest stwierdzić, co było w legendzie przed, a co po emisji serialu. To się nazywa impakt kulturowy!

Srebrna Strzała, Herne Łowca, Siedem Mieczy Waylanda, Baron de Belleme - każdy miłośnik fantasy spotkał się przynajmniej z jednym z tych pojęć, a wszystkie mają źródło w tym serialu. Podobnie jak niezwykła muzyka zespołu Clannad wraz z motywem "Robin the Hooded Man". Warto zaznaczyć, że nie jest to serial specjalnie dbający o realizm. Baśń miesza się z faktami historycznymi, magia z religią, a użycie mocy nadprzyrodzonych jest na porządku dziennym. Ale czy to takie złe? W historii Robin Hooda zawsze było trochę fantastyki. Czasem przyjmuje ona lekko psychodeliczny wyraz, ale w ogólnym rozrachunku zazwyczaj dobrze się komponuje z fabułą.

"Robina z Sherwood" możemy podzielić na dwa okresy - tzw. Czarnego Robina i Białego Robina. Ten pierwszy, grany przez Michaela Praeda, do dziś uchodzi za lepszy i fajniejszy. Gdy po dwóch krótkich sezonach Praed zrezygnował z roli, zastąpił go Jason Connery. I choć serial dalej był po tej zmianie niezły, to już jednak nie było to samo. Niemniej cała załoga robiła co w jej mocy, doprowadzając serial do - moim zdaniem - satysfakcjonującego zakończenia. Ogromne ukłony kieruję zwłaszcza do producenta i reżysera Richarda Carpentera, ojca całego projektu. Widać wyraźnie, że wizja utalentowanego artysty może stworzyć coś ponadczasowego. "Robin z Sherwood" jest niezwykle realistyczny w kwestii scenografii i charakteryzacji. Aktorzy są brudni, w zamkach roi się od śmieci i słomy, a i postacie bohaterów nie grzeszą zbytnim rozumem (wszak to były realia XIII wieku). Daleko tu do wizji cukierkowych zamków z gobelinami na ścianach i pań w kolorowych zwiewnych kieckach. Możemy oczywiście z przymrużeniem oka traktować trącące myszką sceny batalistyczne czy nieco przestarzałą zabawę formą (nakładanie filtrów, proste efekty specjalne, bardzo teatralne aktorstwo), ale to właśnie takie zabiegi nadają temu serialowi unikalnego klimatu. Bardzo ciężko będzie kiedyś nakręcić coś podobnego. Pewne rzeczy udają się tylko raz.

Wniosek: Serial kultowy, choć niektórych zniechęci jego specyficzna forma.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger