października 23, 2017

"Twin Peaks" ("Miasteczko Twin Peaks")

O czym to jest: W małym miasteczku ktoś morduje nastolatkę. Agent FBI rozpoczyna śledztwo.

david lynch

Recenzja serialu:

Długo omijał mnie cud telewizji, jakim jest serial "Twin Peaks". W końcu na wieść o planowanym trzecim sezonie postanowiłem nadrobić to haniebne zaniedbanie. Zaznaczam na starcie: nie przepadam za filmami Davida Lyncha, które uważam za zbyt psychodeliczne nawet jak na mój gust. Taka na przykład "Diuna" jest wizualnie piękna, ale fabularnie ciężka... Na szczęście "Twin Peaks" jest idealnie takie, jak być powinno. Kultowe.

To matka wszystkich seriali i produkcji klasy "małe miasteczko z tajemnicą" (najnowszym przykładem tego trendu jest chociażby "Cut Bank"). Fikcyjne Twin Peaks, zagubione na granicy USA i Kanady w stanie Washington, ma prawdopodobnie więcej tajemnic niż mieszkańców. Dzieją się tu dziwne, nadprzyrodzone rzeczy i wydarzenia, pośród których wiecznie pogodny agent FBI Dale Cooper (rola życia Kyle'a MacLachlana) krok za krokiem rozwikłuje zagadkę śmierci nastolatki Laury Palmer. Okazuje się, że w Twin Peaks nic nie jest takie, jak się wydaje... Wizje, psychodeliczne sny, zło drzemiące w lasach, dziwne postacie, aluzje i pokręcone spiski... Można to oglądać godzinami. Takie seriale jak "Lost" nigdy by nie powstały, gdyby nie "Twin Peaks", nakręcone nowatorsko (jak na swoje czasy) jako jeden długi film podzielony na fragmenty, a nie typowy serial.

Nie mogę się do niczego przyczepić. Niesamowita jest zdolność Lyncha do przeskakiwania między konwencjami w ciągu dosłownie jednej sceny. Absurdalna komedia potrafi się w kilkanaście sekund przekształcić w mrożący krew w żyłach horror, a następnie film erotyczny. Dużo drobnych szczegółów ma znaczenie i ukryte dno, ale wyraźnie widać, że jest w tym jakiś plan. Ale jaki to plan i kto zabił Laurę Palmer? To musicie odkryć sami. Pamiętajcie przede wszystkim, by nie traktować "Twin Peaks" jak każdego innego serialu, a raczej jak dzieło sztuki nowoczesnej, takie jak rzeźba czy obraz. Gdy jesteście w muzeum lub na wernisażu i patrzycie na artystyczną instalację, może się Wam kojarzyć z różnymi rzeczami (albo i z niczym). Tak właśnie jest z tym serialem. Każde ujęcie, linia dialogowa czy postać stanowią sztukę dla samej sztuki - niektóre z nich składają się w (mniej więcej) logiczną całość, inne zaś prowadzą na manowce i nie wnoszą ni do fabuły. Co wcale nie oznacza, że nie warto ich poznać!

Na szczęście dla światowej sztuki telewizji, "Twin Peaks" - zakończone w 1992 roku kinowym filmem "Fire Walk With Me" - nieoczekiwanie, choć zgodnie z zapowiedziami sprzed ćwierć wieku, powróciło w 2017 roku! I to w jakim stylu! Na plan powrócili niemal wszyscy aktorzy z dawnych lat, nawet jeśli stali na łożu śmierci (kilkoro z nich zmarło zresztą w trakcie lub tuż po zakończeniu zdjęć). Zaufali Davidowi Lynchowi, że ma jeszcze coś do powiedzenia na tym świecie, zanim pożegna się z miasteczkiem Twin Peaks na dobre. Gwarantuję, że ilość psychodeli zaklęta w 18-odcinkowym trzecim sezonie (zwanym też "Limited Event Series" lub "The Return") przekracza dopuszczalne granice tolerancji i skłania mózg do parowania uszami. Wierzcie lub nie, ale w tym szaleństwie jest metoda. Lynch nie zatracił wyczucia do tworzenia surrealistycznych dzieł sztuki. "Twin Peaks" to w zasadzie jedna wielka instalacja artystyczna, złożona z ruchomych obrazów, nieludzkich dźwięków i sporej dawki klimatycznej, dark ambientowej muzyki. Robi wrażenie. Nie można choć raz tego nie spróbować - pokochacie ten serial lub znienawidzicie, ale na pewno nie przejdziecie obojętnie!

I pamiętajcie: sowy nie są tym, czym się wydają!

Wniosek: Doskonały, kultowy serial. Ikona w historii telewizji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger