czerwca 16, 2016

"Warcraft" ("Warcraft: Początek")

O czym to jest: Orkowie dokonują inwazji na świat ludzi.

warcraft początek film recenzja travis fimmel

Recenzja filmu:

Przy którejś okazji wspominałem, że każde medium ma inne tempo. Książka, film czy gra komputerowa różnią się sposobem narracji i rozłożeniem akcentów w fabule. Jeśli ktoś próbuje np. zekranizować film jak książkę, wychodzi mu dzieło nieco nieczytelne (np. "Child 44"). To jest właśnie problem "Warcrafta", stworzonego - jak stwierdził reżyser - pod oczekiwania graczy najpopularniejszego uniwersum MMORPG w historii kina. Kinowy "Warcraft" to nie film, a po prostu gra komputerowa.

Dlatego też, niestety, wyszedł z niego marny obraz. Oczywiście nie jest to szmira, gdyż kilka fajnych elementów ratuje końcowe wrażenie na tyle, by nie domagać się zwrotu za bilety. Obawiam się jednak, że dwie godziny przed ekranem zapiszą się w mojej pamięci jako stracony czas. Uczciwie pochwalę np. wykreowanie uniwersum (zwłaszcza kulturę orków), a także pokazanie magii na ekranie (świecące oczy i błękitne promienie wypadły świetnie!). Jednak cała reszta to chaos, marne efekty specjalne i słaba gra aktorska. Wystarczy spojrzeć na obsadę by dostrzec sporo twarzy znanych z seriali, a nie filmów, co już powinno dać do myślenia (serialowi aktorzy - jako zazwyczaj mniej zdolni - są po prostu tańsi). Głównym bohaterem jest Travis Fimmel, a więc Ragnar z "Wikingów", w roli Lothara (choć wygląda tak samo jak we wspomnianym serialu, wliczając jego znak rozpoznawczy, a więc bose stopy). Wprawne oko fana dostrzegło tu także Henry'ego z "Sanctuary" i Leobena z "Battlestar Galactica", ale to tyle ze znanych mordek. Największym rozczarowaniem była dla mnie Paula Patton w roli pół-orczycy, która sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz zwymiotować na ekranie. Jeśli dorzucimy do tego całkowicie bezpłciowego króla, balansującą na krawędzi upiornego fanatyzmu królową i nudnego młodego maga, wychodzi z tego zakalec. Bronią się orki (zwłaszcza Durotan), jednak nędzna animacja komputerowa czyni z nich postacie nierzeczywiste, z którymi trudno się utożsamić. Kochani twórcy filmowi (na czele z George'm Lucasem), zapamiętajcie sobie raz a dobrze: im więcej green screena i CGI, tym gorzej dla filmu! No chyba że potraficie to wykorzystać tak, jak kiedyś Zack Snyder w "300".

Jako fantasy "Warcraft" wypada nadzwyczaj przeciętnie. Niemniej gracze będą zachwyceni - ten film to praktycznie przewodnik po ich ukochanym uniwersum, a także częściowe odtworzenie fabuły pierwszej gry z cyklu. Podejrzewam więc, że nadmiar postaci i lokalizacji, który dla zwykłego widza jest wadą, dla zapalonego gracza będzie największą zaletą. Cóż, każdemu według potrzeb, ale jeśli ocenimy "Warcrafta" wyłącznie w kategoriach filmowych, będziemy rozczarowani. Ale kto wie, może jednak powstaną kontynuacje i innemu reżyserowi pójdzie lepiej...

Wniosek: Słabe, ale graczom się spodoba.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger