sierpnia 24, 2016

"Ben-Hur" [2016]

O czym to jest: Żydowski książę Ben-Hur chce zemścić się na swoim rzymskim bracie.

ben-hur 2016 film recenzja

Recenzja filmu:

Zastanawiam się, po co kręci się pewne filmy. Taka na przykład powieść "Ben-Hur" miała wiele ekranizacji, z których najbardziej znana jest superprodukcja "Ben-Hur" z 1959 roku. I to właśnie ta wersja - jako jeden z najbardziej nagradzanych filmów w historii - do dziś trwa w umysłach widzów. Tym samym ekranizacja z 2016 roku miała naprawdę ogromne buty do wypełnienia. Być może udałoby się z plejadą gwiazd, zaskakującymi zwrotami akcji i bardzo sprawnym reżyserem. Niestety nie otrzymaliśmy żadnego z tych elementów, przez co nowy "Ben-Hur" to pospolita (choć urokliwa) opowiastka, której nie pamiętacie na drugi dzień po seansie.

To zdecydowanie ładny film. Wszystko w nim jest śliczne - obrazki, aktorzy, scenografia, zdjęcia i kostiumy (choć te ostatnie są absurdalne - nawet średnio rozgarnięty widz zauważy, że Ben-Hur w obcisłych spodniach, butach z cholewami i zgrabnym sweterku ni cholery nie pasuje do Jerozolimy z okresu I wieku). Bitwa galer (z punktu widzenia galernika) wygląda imponująco i przede wszystkim efektownie. Podobnie spektakularny jest wyścig rydwanów - i choć widać tu efekty specjalne zamiast prawdziwej kaskaderki jak w 1959 roku, to przynajmniej widz ma pewność, że podczas kręcenia nie ucierpiał żaden koń. Cieszy mnie też realistyczne przedstawienie Rzymian, a zwłaszcza legionistów - legion maszerujący przez Jerozolimę z pieśnią na ustach wyglądał naprawdę zjawiskowo.

Pod względem aktorstwa "Ben-Hur" to niestety druga liga kina. Jack Huston w tytułowej roli nie jest może taki najgorszy, ale charyzmą nawet się nie umywa do Charltona Hestona. Nowy Messala jest niestety całkowicie położony, podobnie jak Jezus, a żeńska część obsady robi jedynie za ładne buzie i nic więcej. Morgan Freeman jako szejk Ilderim ponownie, jak w dziesiątkach filmów wcześniej, pełni zaledwie rolę pospolitego narratora i w ogóle nie zapada w pamięć, w przeciwieństwie do wybitnej, nagrodzonej Oscarem roli Hugh Griffitha. 

Ale najbardziej jestem rozczarowany fabułą. "Ben-Hur" z 1959 roku był wprawdzie za długi, ale miał w sobie to "coś", co czyni go filmem, o którym się pamięta. Wersja z 2016 roku jest znacznie krótsza, pozbawiona wielu wątków (jak chociażby rzymskiego życia Ben-Hura), w tym religijnego przesłania historii. Niby mamy tu Jezusa i ukrzyżowanie, ale powiązanie tych wydarzeń z losami Ben-Hura jest co najmniej powierzchowne. Co za tym idzie końcowe "nawrócenie" żydowskiego księcia, tak ważne w oryginalnej historii, tutaj jest niewiarygodne i wyzute z emocji. Podobnie rozczarowany jestem Messalą, którego ułagodzono - zamiast nastawionego na zysk, okrutnego oportunisty, otrzymaliśmy wewnętrznie skonfliktowanego dzieciaka, który chciał dobrze, tylko jakoś mu nie wyszło. Co za tym idzie złym charakterem został z konieczności Piłat, co bardzo kłóci mi się z jego wersją z 1959 roku, tak bliską bułhakowskiej wizji z "Mistrza i Małgorzaty". 

Nowego "Ben-Hura" ogląda się jak nieco gorszy prequel tegorocznego "Risen". Wybierając między tymi dwoma produkcjami, zdecydowanie wolę historię z Josephem Fiennesem. Tam przynajmniej było coś oryginalnego.

Wniosek: Wizualnie ciekawe, ale pozbawione klimatu.


9 komentarzy:

  1. A ja właśnie zastanawiałem się, czy rozciąganie filmu jako sztuka dla sztuki powinno godzić w tegoroczny remake. Według mnie obecna wersja po prostu oddaje ducha naszych czasów. No ale to tylko moja opinia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, nowy "Ben-Hur" zrobiony jest tak, jak się teraz kręci filmy :) "Risen", "Tut", "Exodus", "Pompeii" - jak odbite z jednej kliszy. Ale czy nadmierna skrótowość i łatwość odbioru zagwarantują, że film będzie zapamiętany? Tym razem mam wątpliwości :)

      Usuń
  2. To,że film jest krótszy, to jest na plus, kto w dzisiejszych czasach ma czas oglądać film przez 4 godziny, młodzież by na takim filmie nie wysiedziała w kinie. Według mnie film jest bardzo dobrze zrobiony, odświeżony z fajnymi efektami specjalnymi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem wielką fanką książki, więc żadna ekranizacja nie przebije mojej sympatii do literatury. Natomiast jeśli chodzi o ekranizacje, to ta, zdobyła moje największe uznanie efektami.

    OdpowiedzUsuń
  4. książka jest super ale film tez daje rade :) Bardzo dobrze sie go ogląda, mega efekty specjalne, sceny na morzu i wyścig rydwanów świetnie zrobione.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja do pełnej satysfakcji potrzebuję też tego nieuchwytnego "czegoś", iskry która sprawi, że (prócz dobrych efektów) wyczuję dobry film. To taki miks wszystkiego: jakości wykonania, aktorstwa, scenariusza... Same efekty to zdecydowanie za mało, choć nie przeczę, wyglądają ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się film podobał. Może to dlatego, że lubię filmy w tym klimacie. Aczkolwiek nie za bardzo również znalazłam coś do czego mogłabym się przyczepić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam ze znajomymi na Ben Hurze bardzo ciekawy film, bardzo lubie tego typu filmy (Gladiator, Troja, Królestwo Niebieskie) ten film jest właśnie w taki klimacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod względem wizualnym - zdecydowanie ta sama liga. Pod względem klimatu dla mnie "Królestwo" wygrywa, ścigane przez "Gladiatora". Następnie z wymienionych "Ben-Hur", a stawkę zamyka "Troja" - głównie przez Parysa i absurdalną konstrukcję śmierci Achillesa...

      Usuń

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger