lutego 04, 2015

"The Shining" ("Lśnienie")

O czym to jest: Amerykańska rodzina wprowadza się do nawiedzonego hotelu.

lśnienie recenzja filmu stanley kubrick stephen king jack nicholson

Recenzja filmu:

Za to właśnie kocham kino. Nieważne, ile filmów w życiu widziałeś, ile kultowych dzieł znasz, ile razy byłeś w kinie - zawsze znajdzie się coś, co możesz odkryć. Dla mnie takim odkryciem okazało się "Lśnienie" Kubricka. Oczywiście słyszałem o tym filmie (i to wiele razy), ale jakoś nigdy nie miałem okazji go obejrzeć. I może to i lepiej, że zobaczyłem to dzieło jako obeznany kinoman. Mogę dzięki temu stwierdzić z całą pewnością, że jest to film kultowy w każdym calu.

Jak to zwykle w powieściach Stephena Kinga bywa (bo na niej, jak wiadomo, oparty jest film), akcja zaczyna się od odosobnionej lokacji, zagubionej gdzieś w USA. Pojawia się nawiedzony hotel, tajemnicze moce, duchy, horror, groza, szaleństwo i zło zagnieżdżone w ludzkiej duszy. Czyli to, co smakosze kina lubią najbardziej. Sposób nakręcenia jest typowo kubrickowy, a więc psychodeliczny, niepokojący, bawiący się konwencją i umysłem widza. Podobnie jak w "Odysei Kosmicznej 2001" albo "Full Metal Jacket" mamy wrażenie, że dostajemy świra razem z Jackiem Nicholsonem. Urywane kadry, aluzje, tajemnice, przemieszanie fikcji z rzeczywistością... Tak się kręci awangardowe kino! Mogliby się tego nauczyć twórcy takich gniotów jak choćby "Hiszpanka"... Do ostatniej minuty fabuła trzyma nas w napięciu, a jeden zwrot akcji goni drugi. Coś niesamowitego.

Najzabawniejsze jest to, że dopiero teraz dostrzegłem, jak wielu młodszych reżyserów inspirowało się "Lśnieniem". Najbardziej wyrazisty jest dla mnie przykład "Aliens" Jamesa Camerona - przecież klimat początku filmu (opuszczonej kolonii) jest jak wypisz-wymaluj wzięty z gmachu hotelu w "Lśnieniu". To jest właśnie to! Ja jestem zachwycony, choć słyszałem, że sam King nie uważa tego filmu za poprawną ekranizację swojej powieści. Cóż, wolno mu, ale niemniej jest to fantastyczny kawałek kina.

Wniosek: Film kultowy. Here's Johnny!


3 komentarze:

  1. A ja twierdzę, że gdyby nie Jack Nicholson, to film by leżał i kwiczał. Reszta aktorów jest wręcz do bani. Szczerze? Dla mnie w tym filmie mógłby zagrać tylko Jack i wtedy oceniłabym go na 10, a tak jest tylko/aż 8.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie mów, że demoniczny barman Larry nie spowodował u Ciebie dreszczy na plecach :)

      Usuń
    2. No właśnie nikt, a najbardziej irytowała mnie laska...

      Usuń

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger