kwietnia 06, 2015

"Game of Thrones" ("Gra o Tron")

O czym to jest: Kilka rodów walczy o władzę nad Siedmioma Królestwami. A nadciąga zima.


To będzie nietypowy wpis. "Gra o Tron" jest jednym z nielicznych przypadków w dziejach kina i telewizji, który nie posiada słabych punktów. Serio. Zazwyczaj zawsze udaje mi się do czegoś przyczepić, a to do fabuły, a to gry aktorskiej, efektów specjalnych czy reżyserii. Tym razem nie ma takiej możliwości. "Gra o Tron" to serial doskonały. Olimp dla współczesnej telewizji, perła w koronie HBO. Kultowość przebija się tu od pierwszych scen i wszystko wskazuje na to, że będzie tak do samego końca. A zatem udowodnijmy, dlaczego "Gra o Tron" jest serialem doskonałym.

1. Fabuła. Jestem przykładem osoby, która najpierw przeczytała materiał źródłowy (a więc książki z cyklu Pieśń Lodu i Ognia George'a R.R. Martina, na których oparty jest serial), a potem dopiero obejrzała samą produkcję w TV. Mimo że wiedziałem doskonale jak potoczy się akcja (gdyż jest to bardzo wierna ekranizacja), ani razu się nie nudziłem, choć żaden zwrot akcji nie mógł mnie przecież zaskoczyć. Konstrukcja fabuły jest tu niezwykle misterna, spleciona w logiczny i intrygujący na każdym kroku sposób. Mimo rozbicia akcji na wiele różnych lokacji i kilkanaście głównych postaci (serial jest kręcony naraz w kilku krajach) wszystko się ze sobą zazębia i z kolejnymi odcinkami nabiera sensu i spójności. Żaden wątek nie jest tu zapomniany, żadna postać (nawet trzecioplanowa) porzucona. Serial prowadzi nas od konkluzji do konkluzji, a na miejsce usuwanych postaci wskakują nowe. Tutaj akcja nigdy się nie zatrzymuje.

2. Postacie. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wielcy wojownicy i rębajły z mieczami - proszę bardzo. Szpiedzy, skrytobójcy i tajni agenci - jak najbardziej. Sprytni politycy i misterni intryganci - do wyboru, do koloru. Bohaterowie i tchórze, łotry i święci, damy i kobiety lekkich obyczajów... Wybór jest ogromny. Każdy znajdzie tu przynajmniej jednego bohatera, z którym może się utożsamić. Nawet (a może przede wszystkim), gdy jest nim karzeł obdarzony wielkim sprytem i hartem ducha. Albo nastolatka, która dostaje w swoje ręce trzy małe smoki.

3. Aktorzy. Trudno wymienić wszystkie wielkie nazwiska, jakie przewijają się przez ten serial. Sean Bean, Charles Dance, Lena Headey, Jason Momoa i wielu innych, z których niektórzy budują na tym serialu karierę (Kit Harrington - "Pompeje", Richard Madden - "Klondike" i "Kopciuszek", Emily Clarke - najnowszy "Terminator" czy Peter Dinklage - "X-Meni"). A ponieważ każda postać jest niezwykle charakterystyczna i doskonale dobrana, od tej pory już zawsze w innych produkcjach będziecie poznawać znane gęby. "Gra o Tron" to niemalże księga twarzy wszystkich aktorów telewizyjnych (a także kinowych w zakresie filmów SF i fantasy). Nie ma tu słabych kreacji, każdy gra fantastycznie i z porażającym realizmem, który pozwala uwierzyć, że wszystko to dzieje się naprawdę.

4. Dialogi. Słowne pojedynki i błyskotliwość dialogów są wyznacznikiem świetnej rozrywki. Nawet gdy akurat nikt nie pada trupem na ekranie (co nie zdarza się często), warto obejrzeć ten serial dla samych "scen mówionych". To się aż nie mieści w głowie. Doszło do tego, że nawet nie jestem w stanie wymienić moich ulubionych konwersacji czy najlepszych dialogów. W każdym odcinku jest ich co najmniej kilkanaście, a odcinków jest (póki co) kilkadziesiąt! Sami sobie wyobraźcie...

5. Sceneria. Fantasy pełną gębą, które rozmachem świata (mimo nieporównywalnie mniejszego budżetu) nie ustępuje nawet Śródziemiu Tolkiena. Mamy wielkie królestwa, kontynent rozrysowany od mroźnej północy po gorące południe, a do tego cudowne widoki i lokacje (Irlandia, Chorwacja, Islandia, Maroko...). Ale ponieważ jest to fantasy, mamy i gigantyczny lodowy mur, zamki, magię, smoki, proroctwa i heroizm na niewyobrażalną skalę. Ale - co ważne - skalę rzeczywistą, ludzką, zrozumiałą dla nas jako widzów. W końcu ojciec próbujący ocalić swoje dzieci jest równie heroiczny, jak krasnolud próbujący odbić górę z rąk smoka... Nie można też zapomnieć o fantastycznych mroźnych zombie, potwornym wrogu, którego mało kto zauważa, gdy wszyscy zajęci są wojną domową... To jest dopiero pomysł na genialny serial!

Myślę, że nie muszę dalej wymieniać. "Gra o Tron" to wirtuozeria telewizji, trudno mi sobie wyobrazić coś, co dorówna poziomem do tego serialu (oczywiście w zakresie fantasy). Prawda jest taka, że ekranizacje "Hobbita" mogą się przy tym schować. I choć rozmach świata Martina nie jest taki jak u Tolkiena, to jednak nieporównywalnie lepiej się to ogląda.

Wniosek: Doskonałe. Kultowe. Najlepsze z najlepszych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger