lipca 23, 2015

"Ant-Man"

O czym to jest: Uzdolniony włamywacz potrafi zmniejszać się do rozmiaru mrówki, by walczyć ze złem.



Ha! No dobra panowie i panie z Marvela, udało się wam mnie zaskoczyć! Szczerze się obawiałem, że na półmetku najdroższego serialu w historii świata, jakim jest ten cykl filmowy, wszyscy zaczęli gonić własny ogon i kolejne filmy ze stajni MCU będą powtórką z "Age of Ulton" - czyli masa superbohaterów na ekranie, tsunami patosu i ani krzty sensu. A tu nie dość, że dostaliśmy zupełnie nową postać, nowe realia, to jednocześnie odświeżyliśmy markę na tyle, że "Ant-Man" z powodzeniem mógłby być zupełnie osobnym filmem spoza uniwersum. I widz nic by nie stracił na frajdzie z oglądania!

Fabuła jest tak niedorzeczna, jak to możliwe (tak, bardziej niedorzeczna niż blond-mięśniak z wielkim młotem fruwający po niebie, i bardziej niedorzeczna niż naukowiec zmieniony promieniami gamma w zieloną niezniszczalną bestię). Oto mamy serum (tak, to te czasy gdy za wszystko odpowiadało jakieś serum!), które w połączeniu ze specjalistycznym kostiumem potrafi zmniejszyć człowieka do rozmiaru mrówki, zachowując przy tym jego siłę. Mało tego, dzierżawca tegoż kostiumu za pomocą myślo-technologii potrafi wydawać rozkazy armii mrówek, które zakładają ładunki wybuchowe, ścigają się ze śmigłowcami, niszczą sprzęty elektroniczne, gryzą napastników i ogólnie są w dechę. Witajcie w świecie Ant-Mana! Dodajmy do tego włamywacza o złotym sercu, jego fajną ekipę sympatycznych bandziorów, złego pana z Chciwej Korporacji, starego mentora, etatową lasię, całą masę CGI oraz sarkastyczne dialogi i wiecie co wyszło? Dobry, udany film Marvela. Taki powrót do korzeni w stylu pierwszego "Iron Mana". Podoba mi się!

Główny bohater grany przez rewelacyjnego Paula Rudda jest naprawdę przyjemny do oglądania - może nawet bardziej niż Chris Pratt w "Strażnikach Galaktyki". Jego ekipa, a zwłaszcza latynoski gaduła, to chodząca fabryka gagów. Michael Douglas w roli starego mentora odnajduje się zaskakująco dobrze jak na aktora w jego wieku i z jego pozycją. Ogólnie ogląda się to wartko, z pomysłem, z jajem i z frajdą. Prawdopodobnie wyszedł z tego jeden z najlepszych filmów Marvela.

Gdyby jeszcze nie te niedorzeczne mrówki... Ale twórcy filmu chyba sami się z tego śmiali, więc przynajmniej jest dobra energia!

Wniosek: 100% rozrywki i frajdy. Właśnie takie powinny być filmy Marvela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger