sierpnia 12, 2015

"The Homesman" ("Eskorta")

O czym to jest: Samotna kobieta i podstarzały rzezimieszek muszą przewieźć trzy szalone kobiety przez pół Dzikiego Zachodu.


Rzadko oglądam coś tak niejednoznacznego jak ta produkcja. Jeśli ktoś by mnie spytał czy jest to dobry film, powiedziałbym że nie... ale dodałbym zaraz, że jest to jeden z najlepszych westernów i dramatów jakie widziałem w życiu. Paradoks? Zależy, jak się na to spojrzy. Filmy zazwyczaj są robione wg podobnego schematu i doświadczony kinoman, taki jak ja, potrafi mniej więcej przewidzieć rozwój akcji. Tymczasem fabuła, konstrukcja i przebieg wątków w "The Homesman" jest tak pokręcony, nieoczywisty i wręcz szokujący, że pozostawia widza ze szczęką na podłodze. I o to chodzi!

Nebraska, połowa XIX wieku. To nie jest Dziki Zachód małych miasteczek, szeryfów i saloonów. To prawdziwy świat nędzy, głodu, ciężkiej walki z przyrodą i ludzkim charakterem. Świat, w którym konwenanse i "cywilizacja" są jedynie fasadą, a w rzeczywistości każdy dba o siebie i o nikogo więcej. W takiej rzeczywistości próbuje żyć główna bohaterka, stara zamożna panna fantastycznie zagrana przez Hilary Swank, trzymająca się zasad moralnych i społecznych. Gdy nikt nie chce się podjąć misji odwiezienia trzech szalonych kobiet z miasteczka, nasza heroina najmuje podrzędnego typa spod ciemnej gwiazdy i wyrusza z nim w podróż. Myślicie, że wiecie jak to się skończy? Zapewniam Was, że nie. Zwroty akcji przynoszą coś zupełnie innego niż w klasycznym dramacie, przerażająco realistycznie ukazując obdarty z mitów Dziki Zachód. Klimat, lokacje, kostiumy sprawiają, że mamy wrażenie filmu dokumentalnego. Niesamowicie dobra robota ekipy filmowej, czapki z głów!

Prawdziwą gwiazdą jest tu jednak Tommy Lee Jones, który jest niczym wino - im starszy, tym lepszy. Stary łotr w jego wykonaniu jest zarówno postacią tragiczną, jak i sympatyczną oraz odpychającą zarazem. Jesteśmy w stanie w 100% uwierzyć, że takich mężczyzn jak on krążyły po Dzikim Zachodzie całe tysiące. Wspaniała kreacja, godna Oscara, którego pewnie nie dostanie, bo już ma jednego na koncie. I mimo że "The Homesman" to film na wskroś feministyczny, poruszający pomijany w kinie wątek kobiet na Dzikim Zachodzie, jego męska rola nie gryzie się z klimatem produkcji, a raczej doskonale ją uzupełnia.

Tyle miłych słów na temat "The Homesman", ale uprzedzam, że nie ogląda się tego dobrze. Film jest ciężki, nie wchodzi w widza jak masło, a raczej jak poszczerbiona deska pełna drzazg. Ale to dobry film, mimo że niedobry. Gatunek westernu jeszcze nie umarł.

Wniosek: Jedno z lepszych przedstawień epoki w historii westernów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger