stycznia 25, 2016

"Space Cowboys" ("Kosmiczni Kowboje")

O czym to jest: Czterech emerytowanych pilotów leci w kosmos.

kosmiczni kowboje film recenzja plakat clint eastwood tommy lee jones

Recenzja filmu:

Jest taki film Clinta Eastwooda, o którym wiele osób nie słyszało, albo nie pamięta, że słyszało. A musicie wiedzieć, że zanim Eastwood zaczął kręcić takie poważne dzieła jak "Flags of Our Fathers" czy "American Sniper", eksperymentował również z kinem znacznie lżejszego kalibru. Takim jak "Space Cowboys" - pozytywną opowieścią o czterech podstarzałych pilotach, którzy jako jedyni mogą uratować świat, wiec NASA wysyła ich w kosmos. To w końcu Ameryka, tam wszystko jest możliwe!

Pierwszym co imponuje w tym filmie jest obsada: kultowa do granic możliwości! Wspomniani astronauci to sam Clint Eastwood, Tommy Lee Jones, Donald Sutherland i James Garner. Nieczęsto spotyka się takie zagęszczenie legend w jednym filmie, prawda? Panowie grają rewelacyjnie i jak na ich reputację przystało - choć na prowadzenie wysuwa się Tommy Lee Jones, który potrafił zagrać fantastycznie nawet w takim gniocie jak "Wulkan". Dla takiej obsady można przełknąć każde uproszczenie fabuły, a tych niestety nie brakuje. Cała rzecz w tym, że popsuł się rosyjski satelita, którego koniecznie trzeba naprawić, aby nie spadł na Ziemię. NASA ściąga więc jedyne osoby, które potrafią to zrobić, poddaje ich szkoleniu (tutaj mamy całą kolekcję gagów ze staruszkami do wyboru), po czym pakuje do promu i wysyła na orbitę. Dopiero tam nasi dzielni astronauci odkrywają, dlaczego trzeba naprawić tego satelitę za wszelką cenę... I właśnie ta część filmu najbardziej boli. Trudno uwierzyć w taki przebieg akcji, a przede wszystkim w to, że astronautom nie powiedziano przed misją całej prawdy. No bo w końcu i tak by ją odkryli, a satelitę i tak trzeba było ratować, więc co za różnica? 

Ale spokojnie, naprawdę nie jest tak źle. Humor jest całkiem niezły (na szczęście uniknięto żenujących fekalnych żartów), a efekty specjalne zadowalające (ujęcia w kosmosie trzymają poziom!). Eastwoodowi dobrze wyszło pogodzenie wody z ogniem, czyli komedii z obyczajówką i nutką kina katastroficznego. To typowy film, który znakomicie się nadaje do rodzinnego oglądania w niedzielny wieczór. Obejrzeć, uśmiechnąć się, kilka razy wzruszyć (a może i zadumać), po czym pójść spać. Takie produkcje też są potrzebne!

Wniosek: Przyjemnie się ogląda. Byle nie za często.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger