maja 02, 2016

"Iron Man 3"

O czym to jest: Iron Man ratuje świat po raz trzeci (czwarty?).

Kolejność oglądania serii "Marvel Cinematic Universe":
1. "Iron Man"
2. "The Incredible Hulk"
3. "Iron Man 2"
4. "Thor"
5. "Captain America: The First Avenger"
6. "The Avengers"
7. "Iron Man 3"
8. "Thor: The Dark World"
9. "Captain America: The Winter Soldier"
10. "Guardians of the Galaxy"
11. "Avengers: Age of Ultron"
12. "Ant-Man"
13. "Captain America: Civil War"
14. "Doctor Strange"


Ten film powinien się nazywać "Iron Man 4", jako że Tony Stark zaliczył najwięcej czasu ekranowego w "Avengersach" i de facto uratował tam świat. Jest to o tyle ważne, że cała koncepcja "Iron Mana 3" opiera się na zespole stresu pourazowego, na który cierpi Stark po nawalance z ufokami w Nowym Jorku. I tu mam pierwsze zastrzeżenie, bowiem cierpiącego Roberta Downey Jr. mogliśmy oglądać w "Iron Manie 2". Obserwowanie tego po raz kolejny (na dodatek z nowymi fekalnymi żartami w fabule) to po prostu dla mnie za dużo.

Przyznaję, że finalna walka w dokach z głównym wrogiem, czyli Mandarynem, robi super wrażenie. Miło było zobaczyć multum zbroi Iron Mana w akcji (aż chciałoby się zebrać je wszystkie jako figurki), zwłaszcza że efekty CGI stały na zadowalającym poziomie. Rewelacyjny był także Ben Kingsley jako jeden z Mandarynów, dając niesamowity pokaz swoich umiejętności aktorskich. Guy Pierce nie pokazał nic odkrywczego (szczerze nie rozumiem, czemu świat się nim tak zachwyca), a Gwyneth Paltrow dostała w końcu jakieś sceny akcji! Tyle jeśli chodzi o obsadę - o samym Downey Jr. nie ma co wspominać, bo jego Tony Stark to samograj, choć coraz bardziej przypominający zdartą płytę. 

Co najgorsze, absolutnie nie rozumiem, o co chodziło w fabule. Czego chciał Mandaryn? Dlaczego robił to, co robił? Nie wiem czy było to dla pieniędzy, czy z żądzy zemsty... Mam tu podobny problem, jak z Lexem Luthorem w "Batman v. Superman". Takie dziury logiczne w charakterze postaci potrafią zabić każdą przyjemność z oglądania filmu! Warto było postarać się nieco bardziej, zwłaszcza że Mandaryn powinien być najgorszym z wrogów Iron Mana - a tymczasem Whiplash z drugiej części zjadłby go na śniadanie, a resztki rzucił papudze.

I tak naprawdę niewiele więcej można powiedzieć o tej produkcji. Miała być swoistym zwieńczeniem historii Starka i "domknięciem kręgu", a stała się zwykłą, przeciętną przygodą. Obejrzałem, dziękuję, następny poproszę. "Iron Man 3" jest lata świetlne za kultową pierwszą częścią i stanowi jedno ze słabszych ogniw Marvel Cinematic Universe. Jak słowo daję, jeśli jeszcze raz będę musiał oglądać Tony'ego Starka z kryzysem osobowości, to wstanę i wyjdę z kina!

Wniosek: Nawet Iron Man zaliczył zadyszkę. Dosyć słaby film.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger