maja 01, 2016

"The Avengers" ("Avengers")

O czym to jest: Wszyscy superbohaterowie ratują świat.

Kolejność oglądania serii "Marvel Cinematic Universe":
1. "Iron Man"
2. "The Incredible Hulk"
3. "Iron Man 2"
4. "Thor"
5. "Captain America: The First Avenger"
6. "The Avengers"
7. "Iron Man 3"
8. "Thor: The Dark World"
9. "Captain America: The Winter Soldier"
10. "Guardians of the Galaxy"
11. "Avengers: Age of Ultron"
12. "Ant-Man"
13. "Captain America: Civil War"
14. "Doctor Strange"


No i w końcu, po pięciu solowych filmach, doszliśmy do punktu kulminacyjnego Marvel Cinematic Universe, jakim jest film "Avengers". Zamysł był dość karkołomny: zebrać na ekranie gromadę rozpoznawalnych postaci, by wspólnie walczyła z arcywrogiem (w tym wypadku z kosmitami atakującymi Nowy Jork). I choć oczywiście doceniam ciężką robotę twórców filmu i całej obsady, to jednak nie mogę się pozbyć wrażenia, że ktoś tu czegoś nie ogarnął.

Zacznijmy od pierwszej konkluzji: by film się udał, musi mieć głównego bohatera. Nawet gdy nie jest on zarysowany wprost, to na końcu widz musi przynajmniej wyjść z poczuciem, że obejrzał czyjąś historię. A tutaj niestety nie wiemy, o kim są "Avengersi". Wrogiem jest Loki (jak w "Thorze"), czyli to właśnie Thor powinien być głównym protagonistą - niestety zjawia się na ekranie dopiero w połowie filmu. Motyw tesseraktu jest z kolei bezpośrednią kontynuacją "Kapitana Ameryki", zatem może to on jest szefem? Niestety znacznie więcej czasu ekranowego ma od niego Iron Man, choć i nie na tyle dużo, by zdominować cały obraz. Wyszło z tego pomieszanie z poplątaniem - a przecież wystarczyło zrobić bohaterem Hulka, który i tak stracił (póki co) szansę na drugi solowy film. Nawet pasowałoby to do fabuły! Ale wyszło co wyszło, a skutek jest taki, że jeśli ktoś nie oglądał poprzednich pięciu filmów, praktycznie nie ma szansy zrozumieć, o co chodziło w fabule. A to bardzo, bardzo niedobrze!

Teoretycznie wszystko w "Avengersach" jest w porządku: solidne efekty specjalne, mnóstwo scen akcji, całkiem niezły humor i znośne dialogi. Ale jest tego za dużo! A finałowa rozwałka w Nowym Jorku zamiast radować duszę, po dłuższej chwili nudzi monotonią. "Avengersi", zamiast kulminacją pewnego etapu w uniwersum, są jedynie efektownym przerywnikiem pomiędzy dalszymi przygodami bohaterów. A chyba mieli być czymś więcej. 

Wniosek: Efektowne, ale dość płytkie. Powinno być lepsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger