marca 28, 2017

"The Zookeeper's Wife" ("Azyl")

O czym to jest: Prawdziwa historia ukrywania Żydów w warszawskim zoo w czasie II wojny światowej.

azyl recenzja filmu chastain żabińscy warszawa zoo II wojna

Recenzja filmu:

To wstyd, że o historii państwa Żabińskich, którzy w trakcie II wojny światowej uratowali setki osób ryzykując własne życie, w ogóle nie mówi się w naszym kraju. Słyszymy bez przerwy chociażby o "żołnierzach wyklętych", o których dokonaniach w białoruskich wsiach można powiedzieć wiele złego. Dlaczego więc udokumentowane, pozbawione wątpliwości i szlachetne dowody bohaterstwa Polaków muszą czekać, aż zajmie się nimi Hollywood? To prawdziwy wstyd dla polskich filmowców.

Na szczęście w tym wypadku za opowieść o dziejach warszawskiego zoo wzięli się prawdziwi profesjonaliści. Stworzyli film kameralny, nastawiony bardziej na festiwale i inteligentną publikę niż na miliony dolarów wpływu w box office. Zadbali przy tym o jak najwierniejsze odwzorowanie realiów niemieckiej okupacji Warszawy. W pewnych scenach, jak chociażby przy Powstaniu Warszawskim, widać było wprawdzie niedociągnięcia budżetu, ale cała reszta została bardzo sprytnie skonstruowana i sfilmowana (mamy np. poruszające sceny nalotów, choć ani razu nie widzimy żadnego samolotu). Ograniczony budżet wynagrodził za to doskonały pokaz dojrzałego aktorstwa, i to zarówno w wykonaniu Jessici Chastain w roli głównej, jak i Daniela Brühla oraz wielu młodszych i mniej znanych aktorów, ze szczególnym wskazaniem młodziutkiej Shiry Haas jako Urszuli. Oczy geeków ucieszy też Michael McElhatton, czyli Lord Bolton z "Gry o Tron" jako Jerzy, pomocnik państwa Żabińskich.

Jak przystało na klasycznie wyszkoloną aktorkę, Chastain podeszła do swojej roli kompleksowo. Antonina Żabińska w jej wykonaniu jest bardzo wiarygodna i złożona - z jednej strony silna i dominująca, z drugiej zaś śmiertelnie przerażona i wewnętrznie krucha. Tylko wielcy aktorzy są w stanie tak umiejętnie sportretować całą gamę emocji, by widz cieszył się, płakał i smucił razem z nimi. Intrygującym zabiegiem lingwistycznym była decyzja o tym, by Chastain mówiła wprawdzie po angielsku, ale za to z polskim akcentem. Bardzo mnie ciekawi, jak to brzmi w uszach obcokrajowców. 

Wiele osób obawia się na pewno, że "The Zookeeper's Wife" to wyciskacz łez. I rzeczywiście w scenach Holocaustu trudno uniknąć głębokiego poruszenia (warto wspomnieć, że w filmie pojawia się legendarny doktor Korczak i jego podopieczni z sierocińca). Przyznaję, że po seansie miałem ochotę pójść zapolować na neonazistów i zrobić im to, co ich idole uczynili Żydom i Polakom. Ale filmy o Holocauście zawsze tak na mnie działają. Mimo wszystko "The Zookeeper's Wife" niesie ze sobą zadziwiająco optymistyczne przesłanie mówiące, że dzięki miłości, przyjaźni i szacunkowi do drugiej istoty, jesteśmy w stanie przetrwać każde piekło. Prawdopodobnie pod tym względem mamy jeszcze dużo do nauki ze świata zwierząt.

Wniosek: Dobre, dojrzałe kino. Dla wrażliwego widza.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger