"Ford v Ferrari" ("Le Mans '66")

O czym to jest: Historia słynnej rywalizacji Forda z Ferrari w prestiżowym wyścigu Le Mans.

le mans 66 film recenzja matt damon christian bale

Recenzja filmu:

Nigdy nie byłem wielkim fanem sportów motorowych. Wprawdzie wiem co to Formuła 1 czy NASCAR, ale przed tym filmem nigdy nie słyszałem o wyścigu Le Mans! To jedna z rzeczy, za które uwielbiam kino – prócz niesienia rozrywki czasem naprawdę potrafi wyedukować widza i zachęcić go do zgłębienia danego tematu. Marzy mi się, by pewnego dnia wszystkie filmy kręcono na podstawie prawdziwych wydarzeń, źródeł inspiracji na pewno by nie zabrakło! 

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć „Ford v Ferrari”, to w skrócie wyjaśnię – film jest historią wielkiej (i osobistej) rywalizacji dwóch wielkich gigantów motoryzacji w osobach Henry’ego Forda III oraz Enzo Ferrariego. W połowie lat 60. koncern Forda postanowił wejść z przytupem na rynek samochodów wyścigowych, na którym niepodzielnie rządziło Ferrari. Kulminacją starcia był wyścig Le Mans we Francji, który odbywa się do dziś i trwa nieprzerwane 24 godziny! Oczywiście nie zdradzę wam kto wygrał w nim w roku 1966, ale zapewniam że jest to opowieść, którą trzeba poznać. 

Do tej pory wzorem filmów o wyścigach samochodowych było dla mnie „Rush” o rywalizacji Jamesa Hunta i Nikiego Laudy w ramach Formuły 1. Z zadowoleniem stwierdzam, że „Ford v Ferrari” przebija go na całości (no, może z wyjątkiem muzyki). Duża w tym zasługa reżysera – James Mangold kręci filmy rzadko, ale jak już to robi, to robi to wybitnie („Logan”, „Walk the Line”!). Ponadto nie trafiłem chyba nigdy na kiepski film z Christianem Bale’m w obsadzie. Można o nim mówić różne rzeczy – ponoć kawał z niego cholery – ale aktorem jest doprawdy wybitnym. Fizyczna i psychiczna transformacja w jego wykonaniu za każdym razem mnie poraża! Tym razem wcielił się w legendarnego kierowcę Forda, Kena Milesa: człowieka tak nieobliczalnego jak jego styl jazdy. Fantastycznym uzupełnieniem Bale’a w obsadzie był Matt Damon w roli Carrolla Shelby’ego, legendarnego konstruktora samochodów i twórcy m.in. kultowej marki aut Cobra. Nie wiem jak Wy, ale ja z tymi dwoma panami mogę obejrzeć każdy film w ciemno! 

Kolejne plusy „Ford v Ferrari” to fantastyczna scenografia i sceny wyścigów. Może nie ma w nich wielkich eksplozji i efektywnych kraks (choć i takie się trafiły), ale jest to co w takiej historii najważniejsze – niesamowita dramaturgia! Sposób prowadzenia kamery, dynamiczny montaż, ryk silników V8 wspomagany bluzgami Christiana Bale’a… To jest ta unikalna mieszanka prawdziwego hitu, który przykuwa widza od pierwszej do ostatniej minuty. W życiu nie myślałem że będę się tak dobrze bawił na filmie o wyścigach! Polecam tą produkcję każdemu widzowi, który chciałby poznać kawałek historii sportu, motoryzacji i biografii wielkich ludzi, którzy swoim uporem potrafili zmienić świat.

Wniosek: Najlepszy film o wyścigach samochodowych jaki widziałem! Rewelacja!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Jest Kultowo! , Blogger