listopada 15, 2015

"X-Men Origins: Wolverine" ("X-Men Geneza: Wolverine")

O czym to jest: Historia najsłynniejszego mutanta, nieśmiertelnego Wolverine'a.

x-men geneza wolverine film recenzja hugh jackman deadpool

Recenzja filmu:

Wkręciłem się dosyć mocno w filmowe uniwersum "X-Menów". W końcu poczułem się na tyle pewnie, by zmierzyć się z pierwszym solowym filmie o Wolverinie, określanym mianem tak złego i nieudanego, że wręcz wywalono go poza kanon. W założeniu seria "Origins" miała być cyklem prequeli opowiadającym o przygodach najsłynniejszych mutantów, zanim spotkali się w filmie "X-Men". Wolverine poszedł na pierwszy ogień i pogrzebał cały pomysł w zarodku. Najnowsze produkcje cyklu, takie jak np. "Days of Future Past", bez żadnego skrępowania ignorują i nadpisują to, co tu nakręcono, swoje dołoży też nadchodzący "Deadpool". Producent serii wprost powiedział, by widzowie zapomnieli, że ten film istnieje. A chyba trochę szkoda, bo "Wolverine" nie jest wcale złą produkcją.

Na wstępie powiem, że drugi solowy film o tym bohaterze, czyli "The Wolverine", podobał mi się znacznie bardziej. Ale to wcale nie oznacza, że "Wolverine" jest jakąś dramatyczną klęską. Zachowuje klimat "X-Menów", ma też świetne sceny akcji, które mimo upływu lat dalej wyglądają dobrze na ekranie. Wyczuwam tu udaną kombinację efektów CGI ze staromodną kaskaderką, a tak nakręcone produkcje znacznie dłużej zachowują świeżość. W roli głównej występuje oczywiście Hugh Jackman, dla którego kreacja Wolverine'a to rola życia i opus magnum wkładu do światowej popkultury. Fajnie było zobaczyć (szkoda, że obecnie nieuznawane w kanonie) początki życia najsłynniejszego X-Mena, zaczynając od kanadyjskiego Dzikiego Zachodu, przez Wojnę Secesyjną, pierwszą i drugą Wojnę Światową, a na Wojnie w Wietnamie kończąc. Bardzo mi się podobał szereg innych mutantów, z czego prym wiódł oczywiście Deadpool (przed operacją). Co istotne - w filmie "Deadpool" zagra go ten sam aktor, i choć geneza postaci na pewno będzie inna, to zostanie zachowany klimat zarysowany w "Wolverine". I całe szczęście! Drugą istotną postacią, jaka się tu pojawia jest Gambit, dla którego producenci od lat szykują solowy film. Pod tym względem można stwierdzić, że "Wolverine" rzeczywiście stanowi prequel, przerobiony obecnie na źródło inspiracji. Jeśli interesujecie się tematyką superbohaterów i dobrym kinem rozrywkowym, chyba warto po to sięgnąć.

Niestety, jak przystało na typowe popcornowe kino, mamy tu całą listę grzechów: miejscami miękki scenariusz, żenujący wątek miłosny, pozbawione finezji dialogi czy naiwność zwrotów akcji. Ale nie ma co się przejmować, w końcu nie oczekujemy, by taki film dostał Oscara. Ma przynieść widzowi chwilę rozrywki i wytchnienia od codzienności. I pod tym względem świetnie się sprawdza. 

Wniosek: Całkiem znośne, choć "kanoniczne" filmy z cyklu są lepsze.


<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "X-Men"! >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger