kwietnia 26, 2016

"Thor"

O czym to jest: Przygody kosmity, znanego jako nordycki bóg gromu.

Kolejność oglądania serii "Marvel Cinematic Universe":
1. "Iron Man"
2. "The Incredible Hulk"
3. "Iron Man 2"
4. "Thor"
5. "Captain America: The First Avenger"
6. "The Avengers"
7. "Iron Man 3"
8. "Thor: The Dark World"
9. "Captain America: The Winter Soldier"
10. "Guardians of the Galaxy"
11. "Avengers: Age of Ultron"
12. "Ant-Man"
13. "Captain America: Civil War"
14. "Doctor Strange"


Napis na powyższym plakacie głosi "spectacular", czyli "zjawiskowy". I owszem, "Thor" wygląda imponująco. Twórcy zdecydowanie mieli rozmach, fundując nam pierwszą w Marvel Cinematic Universe space operę. Rzecz dzieje się na odległej planecie Asgard, gdzie żyje rasa zaawansowanych ludzi, wyglądających z ziemskiego punktu widzenia jak bogowie. Ich technologia to klasyczna magia, pełna zaklęć, mistycznych sił czy czarodziejskich artefaktów. To tak naprawdę ta sama półka filmowa co "Star Wars" albo "Jupiter Ascending", choć niestety zdecydowanie bliższa tej drugiej produkcji.

Ilość efektów specjalnych powala, niestety w tym negatywnym aspekcie. Są filmy, jak "300" czy "Sucker Punch", gdzie kręcenie całego filmu na green screenie dodaje mu smaczku i charakteru. Niestety w "Thorze" jest jak w "Zemście Sithów" - wszystko jest sztuczne, nieprawdziwe, a widzowie dostrzegają, że aktorzy po prostu się męczą w takim otoczeniu. A że talentem aktorskim nie grzeszą (niestety nawet Antony Hopkins mocno się popsuł na starość), to i efekt wychodzi marny. Przyznaję się, że po reżyserze "Henryka V" spodziewałem się znacznie wyższego poziomu opowieści. "Thor" nie jest wprawdzie szmirą, ale to zdecydowanie niewypał. Dryblas z młotem, latający po niebie w pelerynie, wydaje się być nawet bardziej absurdalny od Supermana - a przecież nie o to chodziło!

Tak jak wspominałem, aktorstwo nie powala. Na plus zaliczę pierwsze pojawienie się superłucznika Hawkeye'a, choć niestety zbyt krótkie, by przyniosło jakiś wpływ na fabułę. Broni się też Tom Hiddleston jako Loki, dla którego "Thor" okazał się drzwiami do kariery. Chris Hemsworth jest dobrym Thorem i sympatycznym bohaterem, no ale Oscara raczej nigdy nie dostanie. Niestety jego schematyczna drużyna (krasnolud, Amazonka, Chińczyk i Francuz), sztuczni lodowi giganci, a także tragiczna Natalie Portman ciągną obraz mocno w dół. Ile razy można oglądać Portmanową robiącą maślane oczy na widok umięśnionego torsu Thora? To zagrywki rodem z filmu klasy "Zmierzch", a nie supebohaterskiego widowiska. No chyba że chodziło o to, by zaciągnąć do kina nastolatki. 

"Thor" po prostu jest nudny. Sztuczne i pompatyczne sceny akcji, przesyt CGI, drętwe dialogi i brak świeżego powietrza w fabule. Smutno to tak oglądać, zwłaszcza po wystrzałowych przygodach Iron Mana i Hulka. Ale najwyraźniej czasem trzeba się potknąć, żeby móc wstać i iść dalej.

Wniosek: Nudne. Ale da się obejrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger