sierpnia 26, 2018

"Mission: Impossible - Fallout"

O czym to jest: Szpieg Ethan Hunt poszukuje bomby atomowej. Znowu.

mission impossible 6 tom cruise henry cavill simon pegg

Recenzja filmu:

Doceniam, że twórcy serii "Mission: Impossible" cały czas wiele rzeczy starają się robić po raz pierwszy. Nie jest to proste, zwłaszcza w sytuacji gdy kręci się szóstą część! A jednak się udało. W "Fallout" po raz pierwszy fabuła nie była indywidualną przygodą, a bezpośrednią kontynuacją poprzedniej części (w tym wypadku "Rogue Nation"). Po raz pierwszy powróciła zarówno ta sama postać "pani agent", jak i czarny charakter. No i ponownie akcja zawitała w nowe regiony świata - tym razem swojski Paryż oraz egzotyczny Kaszmir.

A jak z fabułą? Tu niestety nieco gorzej niż w "Rogue Nation". Choć to oczywiście zależy, kto czego oczekuje. Jak od "Mission: Impossible" wymagam szalonej akcji, strzelanin, pościgów i zawrotnego tempa. Tego rzecz jasna w "Fallout" nie brakowało, ale w mniejszej ilości niż poprzednio. W zamian "Fallout" kusi niezwykłą jak na ten cykl głębią przekazu i ponurą, niemalże apokaliptyczną wizją świata - musicie przyznać, że to coś nowego dla (na ogół rozrywkowych) przygód Ethana Hunta. Dodatkowo film okraszono świetną ścieżką dźwiękową, tak bardzo podobną do "The Dark Knight Rises", że aż zahacza o plagiat. Było więc nieco zbyt "mrocznie" jak na mój gust, ale to nie zmienia faktu, że to wciąż dobra produkcja. No i umówmy się, Tom Cruise i jego wyczyny kaskaderskie chyba nigdy się nie znudzą! Wprawdzie zaczyna być po nim widać wiek, ale i tak jest mało pierwszoligowych aktorów w Hollywood, którzy potrafią mu dorównać w scenach akcji. Tym razem Cruise osobiście zaliczył skok HALO z prawie 8 kilometrów, pilotował śmigłowiec (nauczył się tego w 6 tygodni!), a także skakał po dachach Londynu, łamiąc sobie przy okazji kostkę (co jednak nie przeszkodziło mu, by biec dalej). Drodzy widzowie, na kolana i bić pokłony przed Tomem!

Reszta obsady również trzymała poziom. Ving Rhames zgodnie z tradycją powrócił jako Luther i tym razem naprawdę miał sporo miejsca na ekranie (być może najwięcej w całej serii). Mniej było Simona Pegga, nad czym ubolewam, bo uwielbiam każdą scenę z jego udziałem. Ale na osłodę ponownie dostałem fantastyczną Rebeccę Ferguson, która przebija się do pierwszej ligi moich ulubionych aktorek kina akcji. Rewelacja! Tu warto nadmienić pojawienie się Henry'ego Cavilla w roli agenta Walkera z wąsem na twarzy (tak, tym legendarnym wąsem, który twórcy "Justice League" musieli nieudolnie usuwać w postprodukcji filmu). Niestety Cavill - choć boksuje świetnie - udowodnił że kreacja niezbyt rozgarniętego Supermana w "DC Extended Universe" nie była grą aktorską. Ten aktor po prostu taki jest naprawdę, i choć wygląda na sympatycznego gościa, to talentem nie grzeszy... Na szczęście w "Fallout" dobrze dopasował się do roli, i to mi wystarczy.

Co ciekawe, mimo że obejrzałem wszystkie części "Mission: Impossible" w ciągu, nie mam przesytu. Wciąż jest miejsce na siódmy film z serii - zresztą plotki głoszą, że być może taki powstanie. Jeśli tylko Tom Cruise nie straci pary w nogach i będzie dalej biegał, skakał i robił fikołki, to jestem za. Mogą kręcić i dziesięć kolejnych!

Wniosek: Fajne, choć zdecydowanie przekombinowane.


<<< Sprawdź kolejność serii "Mission: Impossible"! >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger