listopada 23, 2017

"Justice League" ("Liga Sprawiedliwości")

O czym to jest: Batman i przyjaciele ratują świat przed kosmitami.

liga sprawiedliwości film recenzja batman superman flash

Recenzja filmu:

W czerwcu zastanawiałem się na blogu "Co dalej z uniwersum DC?" Teraz już chyba wiem. A może raczej - wiem, że wciąż nic nie wiem. Co gorsza, nie wiedzą też tego producenci. Po rewelacyjnej "Wonder Woman", która stanowiła promień światła wśród nowych ekranizacji komiksów DC, nadciągnęła "Liga Sprawiedliwości", czyli coś w rodzaju marvelowskich "Avengersów". Tylko z jakim efektem?

Na początku krótkie przypomnienie, które wyjaśni wiele kwestii: oryginalnie reżyserem "Ligi" był Zack Snyder - człowiek który popełnił "Batman v Superman", czyli film pełen płytkiego patosu, kiepskich efektów specjalnych i żenujących zwrotów akcji ("Marthaaaaaa!"). Pod koniec zdjęć Snyder wycofał się z produkcji na skutek rodzinnej tragedii. Stery filmu przejął Joss Whedon, ulubieniec fanów SF i twórca wspomnianych "Avengersów" oraz "Czasu Ultrona". Whedon wywrócił wszystko do góry nogami i nakręcił pół filmu od nowa, wycinając przy okazji część zatrudnionych aktorów oraz twórców (m.in. kompozytora ścieżki dźwiękowej). W konsekwencji otrzymaliśmy hybrydę, która w połowie przypomina typowo snyderowskie "mroczne" kino chwały, a z drugiej typowo whedonowską kumplowską przygodówkę. Skutkiem tego jest daleko idąca niekonsekwencja, bo "Liga" próbując zadowolić miłośników obydwu koncepcji rozczarowuje tak jednych, jak i drugich.

Myślę, że gdyby Joss Whedon kręcił film od początku, przygody Batmana i jego towarzyszy broni wyglądałyby zupełnie inaczej - bardziej lekko, przygodowo i atrakcyjniej dla odbiorcy. Ponadto wciąż uważam, że kręcenie zbiorczego filmu przed solowymi przygodami bohaterów (a więc na odwrót, niż zrobił to Marvel) nie przyniosło dobrego efektu. Skutkiem tego jest przymusowa i skrócona historia takich postaci jak Flash, Cyborg i Aquaman, która zajmuje niemalże pół filmu, pogłębiając wrażenie chaosu w scenariuszu. Ale nie to jest najgorsze. "Liga" w wielu miejscach jest po prostu nudna! Oglądanie rozdartych emocjami bohaterów sprawdza się tylko do pewnego momentu. A ponieważ widzowie mają za sobą już cztery filmy z tego uniwersum, wszyscy mają serdecznie dość gadania i liczą na trochę akcji! Tej oczywiście w "Lidze" nie brakuje, szkoda tylko że ponownie jest ubogacona kiepskimi efektami specjalnymi, które z całą pewnością za jakieś pięć lat będą wyglądać jak dzisiaj smok w "Wiedźminie", a więc żenująco. 

A skoro już przy żenujących elementach mowa. Jeśli rozdawano by Złotą Malinę za dialogi, to "Liga Sprawiedliwości" byłaby murowanym zwycięzcą. Batffleck mamrotał uniesione teksty o nadciągającej ciemności, Superman zastanawiał się jak pachnie, Flash rzucał suche teksty o tym jak to jest głodny, Aquaman wygłaszał quasi-gangsterskie odzywki, Cyborg stał na drugim tle z naburmuszoną miną, a Wonder Woman... cóż, ona niewiele mówiła, ale to nie szkodzi, bo w przypadku Gal Gadot wystarczy, by po prostu była na ekranie. Serio, "Liga" powinna być podręcznikowym przykładem w szkole scenarzystów jak NIE pisać dialogów. Tak daleko im do bystrości "Ant-Mana", głębi "Logana" czy obrazoburczego humoru "Deadpoola"! Jest to smutne tym bardziej, że wiemy po Whedonie, iż potrafi z siebie wykrzesać prawdziwą iskrę bożą w tym zakresie (patrz "Firefly"). Tym razem po prostu nie podołał.

No to sobie pokrytykowałem! Teraz czas na trochę pochwał, bo na szczęście "Liga" nie jest tak tragiczna, jak mogłoby się zdawać. Wprawdzie Batffleck w gumowym wdzianku jest tak samo marny jak poprzednio, a Superman tak samo sztywny (hehe), to reszta drużyny nadrabia to z nawiązką. Wonder Woman jak zwykle wygląda jak bogini ekranu, Aquaman jest uroczo morsko-barbarzyński (i wywija trójzębem aż miło!), Flash od pierwszej sceny wzbudza sympatię, a Cyborg pokazuje wielki potencjał drzemiący w tej postaci. Znakomita była też sekwencja antycznego starcia z kosmitami, w której wszystkie plemiona ludzi, nadludzi i bogów zjednoczyły się przeciwko najeźdźcom w epickiej walce o przetrwanie (wyglądało to jak bitwa ludzi i elfów z Sauronem w "Drużynie Pierścienia"). Potęga! Uniwersum DC samo w sobie dalej ma ogromny potencjał na mnóstwo fajnych historii, trzeba je tylko umiejętnie wykorzystać. I jest mi strasznie przykro, że dostarczane obecnie filmy nie spełniają oczekiwanych norm jakości - zwłaszcza, że nie wyobrażam sobie, by np. Wonder Woman mógł zagrać ktoś inny, niż Gal Gadot. Dlatego gdy nieuchronnie pewnego dnia ogłoszą reboot całej serii, będę się jednocześnie cieszył, jak i rozpaczał.

"Liga Sprawiedliwości" jest lepsza niż myślałem, ale gorsza niż powinna być. Twórcy uniwersum zrobili najpierw dwa kroki do przodu, a teraz jeden krok w tył. Mimo wszystko cała seria porusza się w dobrą stronę. Pytanie tylko, czy tak wolną wędrówkę wytrzymają portfele producentów i cierpliwość widzów?

Wniosek: Znośne, ale po takim filmie oczekuje się więcej.


<<< Sprawdź kolejność oglądania serii DCEU! >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger