grudnia 17, 2019

"Star Wars Resistance" ("Gwiezdne Wojny: Ruch Oporu")

O czym to jest: Młody pilot zostaje szpiegiem na odległej stacji pośrodku oceanu.

gwiezdne wojny ruch oporu serial animowany kazuda

Recenzja serialu:

Już jutro w kinach pierwsze seanse Epizodu IX, czyli „The Rise of Skywalker”! To więc idealny moment by wspomnieć o trzecim kanonicznym serialu animowanym z uniwersum „Star Wars”. Dla przypomnienia: najpierw pojawiło się „The Clone Wars”, wielki hit, który dociągnął do sześciu sezonów (siódmy w drodze)! Następnie stworzono „Rebels”, nieco mniej popularne, ale również klimatyczne widowisko. Naturalnym następcą miało być „Resistance” dziejące się w realiach trylogii sequeli. Niestety tym razem widzowie zagłosowali nogami i mimo że serialowi nie można wiele zarzucić, nie zdobył on specjalnej popularności. 

A szkoda! To naprawdę udana produkcja. Akcja startuje niedługo przez „Przebudzeniem Mocy”, później równolegle leci ze wspomnianym filmem, by finalnie zakończyć się już po wydarzeniach „Ostatniego Jedi”. Głównym bohaterem jest Kazuda Xiono, poczciwy acz niezbyt rozgarnięty pilot Ruchu Oporu, który podejmuje się szpiegowskiej misji na stacji Colossus, słynącej z organizowania wyścigów myśliwców. Jak można się domyśleć, Kazuda zaprzyjaźnia się ze wspomnianymi pilotami oraz grupą mechaników o złotych sercach. W tle zaś starcia z siłami Najwyższego Porządku, piratami, potworami oraz wszystkim, czego możecie się spodziewać po serialu dla młodzieży. Na szczęście „Resistance” nie traci przy tym tego co najważniejsze: klimatu przygód z odległej galaktyki! 

Jeśli miałbym zidentyfikować dwie główne przyczyny frekwencyjnej porażki „Resistance”, to pierwszą byłaby rezygnacja z mistycyzmu. To co odróżnia „Star Wars” od innych franczyz typu space opera, to cały tygiel Mocy, przeznaczenia, Rycerzy Jedi, mieczy świetlnych i wszelkiej bajkowej otoczki. Zauważcie że nawet „Rogue One”, który był filmem wojennym, miał w sobie sporo takich elementów (ma je też zbierający laury serial „The Mandalorian”). Zabrakło tego jednak w „Solo”, który rozczarował finansowo. Zabrakło też w „Resistance”. To chyba nie przypadek. To trochę tak jakbyście zaprosili kogoś na tort z wiśniami i zapomnieli dodać wiśni. Da się zjeść? Pewnie że tak, ale to już nie to samo. 

Drugim problemem jest główny bohater. Przy całej sympatii do postaci Kazudy, to trochę tak jakby głównym bohaterem uczynić Jar Jar Binksa. Kazuda ma podobny styl bycia i podobną niezdarność, z której ratują go tylko niezbyt wiarygodne zbiegi okoliczności. Mógłbym się w tym wprawdzie doszukiwać tzw. stylu walki pijanego mistrza, ale to nic innego jak zwykły humor slapstickowy, niczym w komediach z Flipem i Flapem. „Resistance” bardzo mocno inspiruje się produkcjami anime, gdzie taki humor jest na porządku dziennym, dlatego w sumie mnie to nie dziwi. Niestety to niezupełnie moje klimaty. 

Ale nie skupiajmy się na negatywach, bo pozytywów jest o wiele więcej! Bardzo podoba mi się rozpisanie postaci – nikt nie jest zbędny na ekranie; każdy ma swoje miejsce i rolę w historii. Fabuła odcinków, choć czasem infantylna, ma ręce i nogi i potrafi zaciekawić widza od pierwszej do ostatniej minuty. Muszę przyznać że naprawdę wkręciłem się w historię, zwłaszcza że pod koniec pierwszego sezonu nastąpił niespodziewany zwrot akcji, którego absolutnie się nie spodziewałem! Drugi sezon z kolei dość mocno przypominał mi serial „Stargate Atlantis”, ale to nie szkodzi – inspirowanie się dobrymi produkcjami jest zawsze mile widziane! 

Szkoda mi trochę, że serial kończy się dość przedwcześnie. Ciekawe tylko, czy to zmierzch animowanych seriali „Star Wars”, które wkrótce zastąpią rozliczne produkcje aktorskie. Pożyjemy, zobaczymy!

Wniosek: Dobre i w klimacie, choć skierowane do młodszej widowni.


<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "Star Wars"! >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger