"Jodorowsky's Dune"

O czym to jest: Historia o tym, jak nie doszło do realizacji epickiej i napędzanej LSD ekranizacji "Diuny" reżysera Alejandro Jodorowskiego.

diuna jodorowskiego film dokument

Recenzja filmu:

Jak ja się jeszcze muszę dużo nauczyć o historii kina! Fanem "Diuny" pióra Franka Herberta jestem od czasów nastoletnich i uważam ją za jedną z najlepszych - jeśli nie najlepszą - sagę science fiction w historii literatury. Rzecz jasna z uwagą śledziłem i widziałem też wszystkie adaptacje, zaczynając od "Diuny" Davida Lyncha, przez "Diunę" Johna Harrisona aż do "Diuny" Denisa Villeneuve'a. Ale nie wiedziałem, że przed nimi wszystkimi był jeszcze jeden projekt - planowany na 14-godzinną (!) ekranizację epicki, pełen szaleństwa i halucynogennych wizji obraz, który miał stworzyć Alejandro Jodorowsky. O rany, ależ to była szalona historia!

Dokument "Jodorowsky's Dune" w kompletny, obrazowy sposób krok po kroku opowiada o tym jak to wszystko wyglądało. Od zainspirowania reżysera do stworzenia tego dzieła, przez preprodukcję (wliczając w to rekrutację takich aktorów jak Salvador Dali, Orson Welles, Mick Jagger czy David Carradine), kreację niesamowitych storyboardów, które wciągnęły w świat filmu takie sławy jak H. R. Giger czy Moebius, aż do muzyki jaką miał napisać m.in. Pink Floyd. Mój Boże, cóż to byłby za film! Nie mam żadnych wątpliwości, że przeszedłby na zawsze do historii kinematografii, bo do dzisiaj nikt nie nakręcił czegoś takiego i o podobnej skali. I może o to chodzi - może pewnych wizji po prostu nie da się zrealizować - ale z rozpętanego przez nie artystycznego chaosu mogą wykiełkować wspaniałe rzeczy.

O tym że Alejandro Jodorowsky jest szalony, przekonałem się gdzieś w połowie tego dokumentu. Sposób w jaki podchodził do tego projektu, wliczając w to rygorystyczne, przypominające tortury wieloletnie szkolenie własnego syna Brontisa (który miał zagrać Paula Atrydę), nie są czynami do jakich zdolny jest pierwszy lepszy reżyser. Zresztą Jodorowsky jest tak naprawdę artystą-performerem, w rodzaju tych wariatów którzy potrafią w galerii sztuki godzinami stać nago w basenie z moczem i recytować alfabet od tyłu. Nie mam również wątpiliwości, że jego "Diuna" byłaby totalnie niestrawna dla przeciętnego widza, zwłaszcza iż Jodorowsky chciał, aby seans przypominał zażycie przez widza końskiej dawki LSD. I choć rozumiem producentów z Hollywood, którzy gromadnie odmówili podjęcia projektu, to żal trochę, że jako widzowie nigdy nie mogliśmy zobaczyć tego co wymyślili artyści na oszałamiających storyboardach. Zresztą stworzona przez nich wizualizacja - licząca setki stron kolorowa wizja zebrana w monstrualny tom, zwana Biblią Jodorowskiego - dziś na aukcjach osiąga niebotyczne ceny. Ale nie wszystko stracone - scenariusz i wizualizacja są przecież gotowe, więc może kiedyś ktoś pokusi się o ekranizację wersji animowanej? Mocno trzymam za to kciuki!

Gdyby nie wizja artystyczna niezrealizowanej "Diuny", nie otrzymalibyśmy wielu kultowych filmów, które garściami czerpały z Biblii Jodorowskiego, czasem przenosząc na ekran sceny 1:1. Mam na myśli takie gigantyczne hity jak "Obcy", "Piąty Element", "Flash Gordon", "Blade Runner""Terminator" i oczywiście "Star Wars". Dodatkowo zaintersowanych odsyłamy do kultowej noweli graficznej "The Incal" autorstwa Moebiusa i Jodorowskiego, gdzie można zapoznać się z wieloma niezrealizowanymi konceptami. A więc: non omnis moriar! 

P.S. Na sam koniec warto wspomnieć, że po oparciu się na barkach pracy Jodorowskiego i jego gangu szaleńców kilka lat później nakręcono "Diunę" autorstwa Davida Lyncha (który jednak dziś odmawia podpisania się pod tym filmem). Ale to już temat na osobny wpis!

Wniosek: Bardzo dobry dokument pokazujący, że od geniuszu do szaleństwa jest tylko jeden krok.


Copyright © Jest Kultowo! , Blogger