listopada 28, 2015

"The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring" ("Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia")

O czym to jest: Bohaterowie wyruszają na wyprawę, by zniszczyć Pierścień.

Kolejność oglądania serii o Śródziemiu:
5. "The Lord of the Rings: The Two Towers"
6. "The Lord of the Rings: The Return of the King"



"Drużyna Pierścienia" jest dla mnie świetnym wyznacznikiem tego, jak przez lata zmieniają się gusta i podejście do tego, co widzi się na ekranie. Gdy zobaczyłem ten film po raz pierwszy w 2001 roku, miałem 16 lat, a moją głowę zajmowała wizja książkowego świata Tolkiena, w którym zaczytywałem się od dzieciństwa. Oczywiście, jak wielu fanów w tym okresie, byłem pod wieloma względami rozczarowany zmianami, jakie Peter Jackson poczynił w stosunku do oryginału. Ale lata mijały, a ja rozumiałem coraz więcej. I teraz, z ręką na sercu, mogę nazwać "Drużynę Pierścienia" obrazem fantastycznym i prawdopodobnie moją ulubioną z sześciu części.

Jedno trzeba oddać Jacksonowi i jego nowozelandzkiej ekipie: mało kto, czytając teraz Tolkiena, będzie widział bohaterów inaczej niż za pomocą twarzy obecnych tu aktorów. Czy możemy sobie wyobrazić innego Froda niż Elijaha Wooda? Albo innego Gandalfa niż Iana McKellena, Boromira/Seana Beana czy Galadrielę/Cate Blanchett? Nowa Zelandia już na zawsze pozostanie Śródziemiem, a Peter Jackson tym, który pokazał ją światu. Co jednak najważniejsze, mimo prawie 15 lat na karku, "Drużyna Pierścienia" wciąż jest obrazem świeżym, dynamicznym i wytrzymującym próbę czasu, nawet w zakresie efektów specjalnych. Główna w tym zasługa niesamowitej, powalającej scenografii, w której maksymalna liczba rzeczy była prawdziwa. Kostiumy, budowle, krajobrazy, rekwizyty - gdzie tylko dało się coś zbudować za pomocą drewna, stali czy kamienia, tak też robiono. Efekty CGI pojawiają się zazwyczaj na trzecim planie, podkreślając niesamowitą głębię i poczucie wielkiej przygody.

Przygody, która podobnie jak w "Niezwykłej Podróży", rozpoczyna się w sielskim Shire, a prowadzi do ciemnych, mrocznych zakątków fantastycznej krainy Śródziemia. W tej części, oprócz wspomnianego Shire, odwiedzamy też królestwa elfów Rivendell i Lothlórien, a także moją ulubioną lokalizację, Morię. I właśnie za to miejsce kocham ten film: starożytną, potężną, pełną tajemnic Morię, przy której Erebor z "Hobbita" wygląda jak domek letniskowy. Oczywiście ten film nie byłby tak dobry bez cudownych kreacji aktorskich, których nie sposób wymienić tu w całości. Każdy z dziewięciu członków Drużyny jest dobrany idealnie, prezentując archetypy standardowego elfa, krasnoluda, wojownika, czarodzieja etc., które przeszły na zawsze do historii popkultury. Pod tym względem nie ma wątpliwości: cała trylogia "Władcy Pierścieni" to filmy kultowe.

O ile trzy części "Hobbita" to radosne filmy przygodowe, które można znać lub nie, to "Władcy Pierścieni" po prostu nie wypada nie znać. Co daję pod rozwagę wszystkim tym, którzy jeszcze tego nie obejrzeli.

Wniosek: Archetyp idealnego filmu fantasy. Bez zarzutu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger