października 26, 2016

"Doctor Strange" ("Doktor Strange")

O czym to jest: Ambitny neurochirurg uczy się władać magią.

Kolejność oglądania serii "Marvel Cinematic Universe":
1. "Iron Man"
2. "The Incredible Hulk"
3. "Iron Man 2"
4. "Thor"
5. "Captain America: The First Avenger"
6. "The Avengers"
7. "Iron Man 3"
8. "Thor: The Dark World"
9. "Captain America: The Winter Soldier"
10. "Guardians of the Galaxy"
11. "Avengers: Age of Ultron"
12. "Ant-Man"
13. "Captain America: Civil War"
14. "Doctor Strange"


Stęskniliście się za kinowym uniwersum Marvela? Przyznam, że po sieczce "Civil War" miałem wątpliwości, czy zdzierżę kolejny film z serii. A tymczasem, tak jak ostatnio przy pomocy "Ant-Mana", twórcom udało się wpuścić do cyklu świeże powietrze, które pozostawiło mnie głodnym kolejnych filmów! Wygląda na to, że kino superbohaterskie to nałóg, z którego niełatwo wyjść.

Co ciekawe, w "Doktorze Strange'u" tak jak w "Suicide Squad" (choć to konkurencyjne uniwersum), sięgnięto po starą dobrą magię i zaklęcia, czyniąc z tej opowieści film o czarach. Oczywiście pozostawiono trochę pierwiastka SF i klasycznego superbohaterskiego ratowania świata, ale to nie jest sensem historii. W filmach o czarach, jak chociażby w "Harrym Potterze", kluczem jest pokazanie widowiskowej magii na ekranie. I to się udało w pełni! Wprawdzie sięgnięto po rodzaj efektów specjalnych, które widziałem już w "Incepcji" (zabawa wymiarami) i "Warcrafcie" (kolorowe zaklęcia), ale na szczęście nadano im nowy, spektakularny wymiar. "Doctor Strange" jest przede wszystkim zjawiskowy i zachwyca widza obrazem świata nieskończonych możliwości. Takie właśnie powinno być kino rozrywkowe!

Fabuła rzecz jasna nie powala głębią (ileż to już razy widzieliśmy ratowanie świata przed złowieszczym czarnoksiężnikiem), ale za to nadrabia lekkością. To bardziej zabawny film niż myślicie! Publika w kinie śmiała się co kilka scen, a aktorzy sprawiali wrażenie, jakby podskakiwanie w fikuśnych ciuszkach sprawiało im masę frajdy. Jestem w stanie uwierzyć, że tak było - zwłaszcza, że gra tu nie byle kto! "Doctor Strange" przyciągnął do uniwersum Marvela kolejne cztery wielkie nazwiska: Benedicta Cumberbatcha, Madsa Mikkelsena, Chiwetela Ejiofora (wciąż nie umiem wymawiać tego imienia!), a także samą Tildę Swinton. Każdy z tych aktorów i aktorek to klasa sama w sobie i jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłem. Nie mogę się doczekać, aż Cumberbatch jako Strange stanie w jednym szeregu z Avengersami, detronizując (mam nadzieję) nieco już wypalonego Iron Mana. 

Jeśli szukacie dobrej rozrywki, to jest film dla was. Niech miarą jego jakości będzie to, że broniłby się nawet jako osobna opowieść bez całego uniwersum (tak samo jak wspomniany już "Ant-Man"). Mam nadzieję, że taki trend się utrzyma. 

Wniosek: Widowiskowe i rozrywkowe. Niezła zabawa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger