marca 16, 2018

"Annihilation" ("Anihilacja")

O czym to jest: Grupa naukowców wyrusza do serca tajemniczej zony, z której nikt nie wraca.

anihilacja netflix plakat recenzja filmu natalie portman

Recenzja filmu:

Pytanie o sens istnienia towarzyszy ludziom od dawna. Przez wieki próbowano się z nim zmierzyć na gruncie religijnym, filozoficznym, naukowym, literackim i w końcu filmowym. Kwestię tę podejmuje najnowszy film Alexa Garlanda, oparty na pierwszym tomie trylogii "Southern Reach", której autorem jest Jeff VanderMeer. Reżyser "Anihilacji" podobne rozważania prowadził choćby w "Ex Machinie", ale tam punktem odniesienia była sztuczna inteligencja, z kolei w "Anihilacji" fabuła krąży wokół genetycznej predyspozycji do samounicestwienia, którą posiadają wszystkie żywe organizmy. 

Oto pewnego dnia z nieba spada niezidentyfikowany obiekt, a wynikiem tego wydarzenia jest przedziwna, rozszerzająca się zona, która z zewnątrz przypomina bańkę mydlaną. Wraz z bohaterkami wkraczamy w jej psychodeliczny świat, niczym krasnoludy skracające drogę do Ereboru przez Mroczną Puszczę. Psychodelicznych wizji na ekranie nie powstydziłby się sam David Lynch, który nieźle namieszał w głowach widzów w trzecim sezonie "Twin Peaks". Zasadnicza różnica polega na tym, iż "Anihilacja" jest dziełem w zasadzie zamkniętym i kompletnym, a klucz do jego interpretacji znajduje się w samym filmie. Najnowszy film Garlanda można odczytywać na wielu płaszczyznach (każdej z osobna lub wszystkich na raz): religijnej, filozoficznej, psychologicznej czy stricte naukowej i tak jak w najlepszych produkcjach tego typu to, jak widz film odczyta, zależy od jego własnych kompetencji i przekonań. 

Koncepcja wkraczania w obszar wytworzony przez obcą formę życia przywodzi na myśl film "Stalker", oparty na absolutnie wybitnej książce "Piknik na skaju drogi". W strefie dotkniętej zmianą bohaterowie stykają się z pokręconym, śmiertelnie niebezpiecznym światem, który wywiera na nich znaczący wpływ, prowadząc do przemiany nie tylko psychicznej, ale i fizycznej. Natomiast momentami oniryczna, emocjonalnie nacechowana narracja kojarzy się z "Arrival". A gdyby treść nie była dla widza wystarczająco interesująca, to dobra wiadomość jest taka, że "Anihilacja" to również doznania estetyczne. Film pełen jest abstrakcyjnych, fascynujących form, tak pięknych co przerażających. W zasadzie nic co słyszmy i widzimy na ekranie nie jest przypadkowe. A jako bonus polscy widzowie mogą w pewnym momencie z zaskoczeniem dostrzec podobieństwo do "Katedry" Tomka Bagińskiego. Ciekawe czy Alex Garland widział kiedyś tę animację, bądź co bądź nominowaną do Oscara? 

Kronikarski obowiązek nakazuje wspomnieć, iż kreacja Natalie Portman tym razem naprawdę przypadła mi do gustu, bo była pozbawiona charakterystycznej hiperekspresyjności, którą odbieram zawsze jak skrobanie paznokciami po tablicy (nie, to nie jest komplement). A to nie koniec znanych nazwisk w obsadzie. 

Zdecydowanie warto "Anihilację" zobaczyć, choćby dlatego, że nic tak nie ubarwia monotonii życia jak doznania psychodeliczne wywołane produktami dozwolonymi prawem - w tym wypadku dobrym filmem.

Wniosek: Głębokie, intelektualne kino science fiction. Daje do myślenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger