stycznia 03, 2018

12 filmów na 2018 rok

Zeszłoroczne filmowe podsumowanie mamy już z głowy, zatem czas spojrzeć w przyszłość i zobaczyć, co takiego fajnego ujrzymy na srebrnym ekranie w 2018 roku. Tak jak rok temu przygotowaliśmy listę dwunastu - naszym zdaniem - najważniejszych nadchodzących produkcji. Oczywiście nie jest to lista kompletna, ale nie da się ukryć, że pewne filmy jednak zapowiadają się lepiej od innych. Jeśli o czym zapomnieliśmy, dajcie nam znać w komentarzu!

najlepsze filmy 2018

"Annihilation" 


Po pierwsze: reżyseruje Alex Garland, czyli twórca "Ex Machiny" i scenarzysta takich hitów jak "28 Dni Później" oraz nowy "Dredd". Po drugie: w obsadzie Oscar Isaac (<3) oraz Natalie Portman i Jennifer Jason Leigh. Po trzecie tematyka: grupa żołnierzy znika w środku tajemniczej zony, w której dzieją się dziwne rzeczy. Kobiece komando naukowców wyrusza na misję, by ich odnaleźć. Musicie wiedzieć, że moja ulubiona książka to "Piknik na Skraju Drogi". Tutaj czuję podobny klimat!

"Ant-Man and the Wasp"


Jeśli miałbym wymienić mojego ulubionego bohatera z "Marvel Cinematic Universe", bez wątpienia byłby to Ant-Man. Pogodny, sympatyczny, zabawny i o złotym sercu. Jak dla mnie kradnie każdą scenę, w jakiej się pojawi - czego dowodem jest chociażby "Civil War". Tym bardziej nie mogę się doczekać sequela jego przygód! Czy będą tak świeże i atrakcyjne, jak pierwszy "Ant-Man"? Oby!

"Avengers: Infinity War"


A to drugi "Marvel" w naszym zestawieniu. Niejako rzecz obowiązkowa - ma podsumować całe uniwersum, budowane przez prawie dwadzieścia filmów! Ilość postaci, jaka ma się pojawić na ekranie, przyprawia o zawrót głowy. Nie mam pojęcia jakim cudem ma starczyć miejsca dla wszystkich, ale jestem dobrej myśli. Wiem, że będzie spektakularnie, epicko i widowiskowo. Pytanie tylko, czy wystarczająco oryginalnie?

"Darkest Hour"


Ten film niedawno wszedł na zachodnie ekrany, w Polsce musimy jeszcze chwilkę poczekać. A wygląda na to, że jest na co - mówi się, że to może być najlepsza rola Gary'ego Oldmana (a przecież jest z czego wybierać). Zresztą mowa nie byle o czym, bo "Darkest Hour" to film o legendarnym Winstonie Churchillu! Konkretnie akcja dzieje się w 1940 roku, gdy Churchill (już wtedy polityczny emeryt) musiał zastąpić na stanowisku premiera skompromitowanego Chamberlaine'a. To była faktycznie najczarniejsza godzina w nowożytnej historii Wielkiej Brytanii. Jak Churchillowi udało się ją przetrwać? Chcę to zobaczyć!

"The Cloverfield Paradox"


Tak tak, radujmy się - nadciąga kolejna część cyklu horrorów science fiction pod patronatem J.J. Abramsa. Pojawienie się "10 Cloverfield Lane" było prawdziwym zaskoczeniem - nikt nie spodziewał się tego filmu, a na dodatek tworzono go w całkowitej tajemnicy. O trzeciej części wiemy nieco więcej. Fabuła dość mocno ma przypominać to, co widzieliśmy niedawno w "Life" - grupa astronautów na orbicie mierzy się z bliżej niezidentyfikowanym zagrożeniem. W rolach głównych Daniel Brühl i Elizabeth Debicki, więc zapowiada się bardzo dobrze. Ciekawi mnie tylko, czy twórcy w końcu zdradzą nam, czy fabuły poprzednich odsłon cyklu są jednak ze sobą połączone, czy może chodzi tu jedynie o spójność artystyczną. Nie mogę się doczekać!

"Hostiles"


Zachwycają mnie współczesne westerny. W Hollywood w końcu zrozumiano, że epoka Dzikiego Zachodu jak mało która nadaje się do zilustrowania brutalnych, niemalże pierwotnych emocji i ciężkiej walki o przetrwanie, jaka miała miejsce na amerykańskich preriach w XIX wieku. Dość wspomnieć tak wybitne tytuły ostatnich lat jak "Bone Tomahawk" czy "The Homesman". Tym razem w roli głównej Christian Bale (powraca do westernu po udanym remake'u "3:10 to Yuma"). Gra kapitana amerykańskiej kawalerii, eskortującego umierającego indiańskiego wodza. Zapowiada się na wybitne kino.

"Journey's End"


Jakiś czas temu na blogu wyrażałem zachwyt nawrotem mody na filmy o I wojnie światowej. Nareszcie! Ten przerażający, krwawy konflikt, który na zawsze zmienił strukturę społeczną i polityczną Europy, wciąż jest - w moim odczuciu - zbyt rzadko przedstawiany na ekranie. "Journey's End" to ekranizacja sztuki teatralnej autorstwa R.C. Sherriffa, weterana I wojny. W roli głównej właściciel najpiękniejszych oczu w Hollywood, czyli Asa Butterfield. Może być hit!

"Solo: A Star Wars Story"


Nowe odsłony "Gwiezdnych Wojen" z wytwórni Disney'a jeszcze mnie nie zawiodły. Tym razem może być różnie, bo o nadchodzących przygodach młodego Hana Solo powiedziano wiele złego. Dość wspomnieć, że w trakcie zdjęć zmieniono reżyserów, a ponadto grający główną rolę Alden Ehrenreich miał ponoć problem z grą aktorską. Ale to wciąż "Star Wars"! Ma być (rzecz jasna) Chewbacca, młody Lando Calrissian, Millennium Falcon i cały szereg wydarzeń, który doprowadził Hana Solo do miejsca w "Nowej Nadziei". Mam nadzieję, że będzie też Jabba!

"The Predator"


Wbrew opiniom wielu recenzentów, ja byłem zadowolony z "Predators". Na czwartą część solowych przygód kosmicznego łowcy czekam równie mocno! Zwłaszcza, że kręci ją nikt inny jak Shane Black, legendarny hollywoodzki scenarzysta (i jeden z aktorów, którzy wystąpili w pierwszym "Predatorze"). Wprawdzie ma na koncie wpadkę w postaci "Iron Mana 3", ale nakręcił niedawno w miarę przyzwoite "The Nice Guys". Jeśli Black nie będzie czuł klimatu Predatora, to obawiam się, że nikt już tej serii nie pomoże. 

"The Shape of Water"


Mam pewien problem z filmami Guillermo del Toro. Z jednej strony nie do końca łapię ich klimat, ale jednocześnie doceniam wizualny rozmach i artystyczną awangardę, jaką prezentują. Na dodatek del Toro jest mistrzem nieoczekiwanych zwrotów akcji i horrorowego klimatu. Tym razem rzecz dotyczy dziwnego wodnego stwora, badanego przez bezdusznych naukowców w samym środku Zimnej Wojny. Film jeszcze nie wszedł do kin, a już sypią się nagrody. Czy zasłużenie?

"Three Billboards Outside Ebbing, Missouri"


To jeden z tych filmów, których zwiastun dosłownie zerwał ze mnie kapcie. Co za aktorska potęga!!! Legendarna aktorka Frances McDormand gra matkę, która za pomocą trzech bilbordów wypowiada wojnę systemowi prawnemu USA, bezsilnemu w sprawie morderstwa jej nastoletniej córki. Dodajmy, że rolę szeryfa gra nie kto inny, jak sam Woody Harrelson, a jego zastępcę Sam Rockwell. Czuć kultowy film już na odległość, warty całego worka nagród!

"X-Men: Dark Phoenix"


Obawiam się, że to ostatnia zbiorcza przygoda "X-Menów" w nowym, młodym składzie. Trochę mi szkoda, że wspaniała przygoda dobiega końca (choć poniekąd jestem ciekawy, jak odnajdą się w "Marvel Cinematic Universe"). Wszystko wskazuje na to, że jak na "X-Menów" przystało, będzie mrocznie, efekciarsko i na poważnie. Trochę martwi mnie Sophie Turner w roli głównej, ale za to będzie znów McAvoy, Fassbender i cała reszta znanej hałastry. Oby zapewnili "X-Menom" pożegnanie godne tej serii!

A Wy na co czekacie najbardziej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Jest Kultowo! , Blogger