"K2"

"K2"

O czym to jest: Dwóch przyjaciół próbuje zdobyć K2 w Himalajach.

K2 recenzja filmu michael biehn

Recenzja filmu:

Z zapartym tchem śledziłem niedawną akcję ratunkową polskich himalaistów, próbujących na Nanga Parbat uratować polsko-francuską parę wspinaczy. To też zainspirowało mnie do ponownego sięgnięcia po prawdziwą klasykę i jeden z tych filmów, na których się wychowałem - czyli "K2". Do czasu nakręcenia "Everestu" był to najlepszy film o himalaizmie i nawet dziś, mimo upływu lat, nie stracił nic ze swojej mocy i tempa.

"K2" to fikcyjna, choć inspirowana wieloma prawdziwymi historiami, opowieść o dwóch kolegach. Jeden jest bezwzględnym prawnikiem, playboyem i lekkoduchem. Drugi człowiekiem rodzinnym i szanowanym profesorem fizyki. Łączy ich miłość do gór i przekraczania granic możliwości ludzkiego organizmu. Gdy dostają propozycję udziału w wyprawie na drugą najwyższą górę świata, nie wahają się. I tak zaczyna się przygoda... To w skrócie fabuła "K2". Jak można się domyśleć, to klasyczny film surwiwalowy o sile ludzkiego ducha i niewiarygodnym heroizmie. Czyli o tym, czym jest zawodowy himalaizm - ryzykowaniem własnego życia by dotrzeć tam, gdzie nie doszedł prawie żaden człowiek. Jedni nazwą to głupotą, nieodpowiedzialnością i ryzykanctwem. Ja nazwę to podążaniem za zewem odkrywcy, który od tysięcy lat pcha naszą cywilizację do przodu. Gdyby nie ten zew, nie stanęlibyśmy na Księżycu, nie nurkowalibyśmy w oceanach i nie zdobywali biegunów. Trzeba pamiętać, że w sytuacjach skrajnych, na granicy życia i śmierci, z człowieka wychodzą najlepsze (a czasem i najgorsze) cechy. Dopiero wtedy można się sprawdzić i zobaczyć, kim się naprawdę jest. 

Warto też wspomnieć, że prócz fantastycznych zdjęć, wartkiej fabuły i muzyki Hansa Zimmera (z czasów zanim jeszcze stał się legendą), "K2" posiada jeszcze jeden wielki atut - Michaela Biehna w obsadzie. To kultowy aktor dla każdego, kto wychował się w latach 80. i 90. Warto przekonać się samemu, czy udało mu się dojść na szczyt K2. Oraz - co nawet ważniejsze - z niego wrócić...

Wniosek: Świetne kino o tym, czym jest himalaizm.


"The Gifted" ("Naznaczeni")

"The Gifted" ("Naznaczeni")

O czym to jest: Rodzina mutantów ucieka przed prześladowaniami.

naznaczeni recenzja serialu x-men

Recenzja serialu:

Dobiegła końca emisja pierwszego sezonu "The Gifted", czyli najnowszego serialu o przygodach "X-Menów" (tyle, że bez X-Menów). Jak do tej pory moje ulubione superbohaterskie uniwersum składało się niemal wyłącznie z filmów, dlatego byłem bardzo ciekawy, czy uda się przenieść je na mały ekran. I choć forma okazała się stać na bardzo wysokim poziomie, to niestety treść już nie bardzo.

Gdybym dostawał dolara za każdym razem, gdy na ekranie pada słowo "family", siedziałbym już na Bahamach. Motyw rodziny stał się tu główną osią fabuły, wykorzystaną do niemal karykaturalnych rozmiarów. Co druga rozmowa między postaciami dotyczy tego, że są rodziną i dlatego muszą się wspierać we wszelkich problemach. Gdyby wyciąć te wszystkie dłużyzny i niepotrzebne dialogi (bo umówmy się, wystarczy jedna taka konwersacja, a nie dwadzieścia - widzowie tak szybko nie zapomną), to akcję pierwszego sezonu z powodzeniem dałoby się zamknąć w ośmiu odcinkach. Niestety umęczyłem się trochę oglądając pełne trzynaście epizodów. Dodatkowo przeszkadzał mi całkowity brak realizmu w psychologii i fizjologii postaci - i nie mam tu na myśli mutantów jako takich. Tytułowa rodzina Struckerów to oczywiście klasyczny (i biały) amerykański model 2+2, z heroicznym ojcem zajmującym ważną pozycję (w tym wypadku prokuratora), empatyczną i seksowną blond-mamą (rzecz jasna pielęgniarką z zawodu), oraz idealne urodziwe rodzeństwo o złotych sercach. Ale nie tylko Struckerowie są tu problemem. Wszystkie inne główne postacie są tak samo piękne i szczupłe, niczym wyciosane z marmuru greckie posągi. Dla serialu osadzonego w drugiej połowie XXI wieku życzyłbym sobie nieco więcej różnorodności. To nie lata 90.!

"The Gifted" stara się być interesującym prequelem "Logana" gdzie, jak pamiętamy, mutanci w większości zniknęli z powierzchni Ziemi. Serial opowiada o tym, jak mogło do tego dojść - o rządowych prześladowaniach, pogromach i tajnych agencjach, które za cel wzięły sobie eliminację mutantów w ramach niewypowiedzianej wojny z ludzkością. Wątki praw człowieka, wolności oraz tolerancji zarysowane w "The Gifted" są oczywiście bardzo ważne i potrzebne - szkoda tylko, że podano je w tak naiwnej formie. Na szczęście tam gdzie zawodzi scenariusz, nadrabiają efekty specjalne. Moce mutantów prezentują się spektakularnie! Nie jest to oczywiście skala niszczenia całych miast, jak np. w "Apocalypse", bo i akcja serialu dzieje się w trzech budynkach na krzyż, ale i tak wygląda to znakomicie.

A jak z mutantami? Tu jestem całkiem zadowolony. Ze znanych postaci pojawiła się wyłącznie Blink, którą wcześniej mieliśmy okazję przez moment oglądać w "Days of Future Past". Resztę nowej ekipy stanowią Polaris (żeńska wersja Magneto), Eclipse (latynoski Cyclops) oraz Thunderbird (wariacja na temat Wolverine'a). Wszyscy fajnie przedstawieni i z interesującymi mocami. Oczywiście mamy też "złych mutantów", tym razem w postaci wskrzeszonego Hellfire Club, o którym ostatnio słyszeliśmy w "First Class". Swoją drogą nawiązań do kinowych filmów jest więcej - pojawiają się chociażby potomkinie White Queen (czyli Emmy Frost), Trask Industries oraz adamantium, pozyskane z ruin laboratorium, w którym powstał Wolverine. To wszystko bardzo miłe akcenty dla miłośników spójności uniwersum, jednak aby mogły zostać wspaniałą wisienką na torcie, najpierw potrzeba porządnego tortu jako takiego.

"The Gifted" jest proste, efektowne i sprowadzone do intelektualnego poziomu statystycznego amerykańskiego widza. Niestety dla mnie jest to strata czasu, więc po pierwszym sezonie odpuszczam. Ale z ciekawości będę śledził spoilery odnośnie kolejnych odcinków. A nuż kiedyś pojawią się postacie z filmów?

Wniosek: Świetne efekty, ale przeciętna fabuła.


<<< Sprawdź kolejność oglądania serii "X-Men"! >>>


"Teenage Mutant Ninja Turtles: Out of the Shadows" ("Wojownicze Żółwie Ninja: Wyjście z Cienia")

"Teenage Mutant Ninja Turtles: Out of the Shadows" ("Wojownicze Żółwie Ninja: Wyjście z Cienia")

O czym to jest: Zmutowane żółwie ratują świat przed kosmitą z innego wymiaru.

wojownicze żółwie ninja wyjście z cienia recenzja filmu fox bay

Recenzja filmu:

Wojownicze Żółwie Ninja to jeden z symboli mojego dzieciństwa. Pierwszą książką, jaką samodzielnie przeczytałem w życiu, była krótka historyjka "Wojownicze Żółwie Ninja i Zatoka Przemytników" - miałem wtedy bodajże 6 lat czy coś koło tego. Ponadto namiętnie - jak chyba wszyscy moi rówieśnicy - oglądałem kreskówkę z lat 80., opartą na oryginalnych komiksach. No i oczywiście miałem swojego ulubionego Żołwia (był nim Leonardo, rzecz jasna!). Dlatego też z pełną ufnością podszedłem do fabularnego rebootu w postaci "Żółwi" z 2014 roku. Niestety obawiam się, że pozytywne odczucia po tamtym filmie wynikają wyłącznie z mojego sentymentu. W przypadku sequela muszę być znacznie bardziej krytyczny.

Ale chcę być uczciwy - oceniam "Out of the Shadows" z perspektywy 33-letniego, dorosłego faceta. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że absolutnie nie jestem grupą docelową tego filmu. Gdy mój syn nieco podrośnie (mniej więcej do przedziału 10-12 lat), puszczę mu ten film i mogę się założyć, że będzie się świetnie bawił. To kino dla dwunastolatków - pełne efektów specjalnych, prostych żartów, schematycznych postaci i głupawych uproszczeń fabularnych. Tu nie ma miejsca na bardziej skomplikowane problemy - białe jest białe, a czarne jest czarne, bez żadnej szarości pośrodku. Cóż, co by nie mówić tytułowe Żółwie są nastolatkami, a zatem wszystko się zgadza! Megan Fox jako April O'Neil emanuje wystarczającą dozą seksapilu, by zainteresować chłopców wkraczających w okres dojrzewania (podobną rolę pełni Stephen Amell w roli Casey'a Jonesa - rzecz jasna jego rola skierowana jest do dziewczynek). Dodajmy jeszcze, że w filmie nikt (nawet źli kolesie) nie ginie, a misję ratowania świata przed złowieszczym mózgiem z innego wymiaru można wykonać w jedno popołudnie. Prawdziwe kino familijne, można by rzecz. Brakuje tylko psa.

Nie chce mi się nawet wyliczać wszystkich fabularnych bzdur, jakie naliczyłem w trakcie seansu. Niemniej przyznaję, że twórcy starali się za wszelką cenę zachować klimat oryginalnych Żółwi, co mniej więcej im się udało. Muszę ich pochwalić zwłaszcza za Rocksteady'ego i Bebopa - czyli zmutowanego nosorożca i guźca - te postacie wyszły im idealnie! Każda scena z ich udziałem to prawdziwy samograj; są tak wspaniale tępi i pocieszni, że aż chce się ich oglądać. Co ciekawe mam znajomego, który zachowuje się dokładnie tak jak oni - strach pomyśleć co by było, gdyby znalazł takiego drugiego do pary...

"Out of the Shadows" posiada wszystkie wady sequela, ale to bez wątpienia dalej "Wojownicze Żółwie Ninja". Tylko czy są to Żółwie, których potrzebujemy? Czasem odnoszę wrażenie, że pewne rzeczy powinni pozostać na kartach komiksów lub rysunkach animatorów.

Wniosek: Marne, ale dostarcza grzesznej przyjemności z oglądania.


<<< Sprawdź kolejność serii "Wojownicze Żółwie Ninja"! >>>


"For the Love of Spock"

"For the Love of Spock"

O czym to jest: Wspomnienie aktora Leonarda Nimoya.

star trek nimoy

Recenzja filmu:

Tak się jakoś złożyło, że recenzje na blogu w 2017 roku zakończyliśmy filmem dokumentalnym "The Captains" dotyczącym "Star Treka", a w 2018 roku rozpoczniemy od tej samej tematyki. Na szczęście w przeciwieństwie do tragicznego "The Captains", dokument "For the Love of Spock", będący uhonorowaniem wielkiej kariery zmarłego w 2015 roku aktora Leonarda Nimoya, jest absolutnie rewelacyjny!

Wielu aktorów narzeka, gdy popkultura przypisuje ich na stałe do jednej roli. Bywa tak, że ze wszystkich sił próbują z tym walczyć biorąc co dziwniejsze role, co niestety przynosi efekt odwrotny do zamierzonego (przypomnijcie sobie Arnolda Schwarzennegera grającego w komediach, albo Daniela Radcliffe'a i jego eksperymenty z kinem awangardowym). Tymczasem Leonard Nimoy nie walczył z postacią Spocka ze "Star Treka", którą odgrywał od 1966 roku. Mało tego, uczynił z niej sposób na życie! Cieszył się z popularności i tego, że wniósł coś do światowego dziedzictwa kulturowego, inspirując w ten sposób tysiące ludzi na całym świecie. Odegrał rolę Spocka w ośmiu kinowych filmach ze starej i nowej serii "Star Trek" (z czego dwa wyreżyserował), zagrał też w ponad 100 odcinkach z seriali z tego uniwersum (w tym animowanych). Jego ostatnim występem był "Star Trek Into Darkness" w 2013 roku, a w ramach filmu "Star Trek Beyond", nakręconego już po jego śmierci, scenarzyści i aktorzy oddali mu ogromny hołd. Można bez cienia przesady powiedzieć, że Leonard Nimoy był dla "Star Treka" tym, czym Mark Hamill i Carrie Fisher dla "Star Wars". Jeśli takie dziedzictwo nie świadczy o wielkości aktora, to nie wiem czego więcej potrzeba.

"For the Love of Spock" to poruszająca historia życia Nimoya, nakręcona przez jego syna Adama. Opowiada o tym, w jaki sposób jego ojciec został aktorem, przyjął rolę Spocka i jak to zaważyło na jego dalszej karierze oraz życiu osobistym (a także jego dzieciach). To fascynująca historia narodzin jednego z pierwszych celebrytów w masowym, globalnym wydaniu. Dzisiaj nikogo nie dziwi popularność danego aktora na całym świecie. Pod koniec lat 60. było to coś nowego i niespotykanego. Co istotne, "For the Love of Spock" nie ogranicza się tylko do uniwersum "Star Treka" - sprawiedliwie wspomina inne role i sukcesy Nimoya, dzięki czemu widzowie otrzymują jego kompletny życiorys. Jeśli ktoś jest ciekaw, jak powinno się kręcić doskonałe biograficzne filmy dokumentalne, zachęcam do sięgnięcia po tą produkcję. Dowiecie się z niej wszystkiego na temat Spocka i człowieka, który powołał go do życia. Non omnis moriar.

Wniosek: Rewelacyjny dokument. Nie tylko dla fanów "Star Treka".


12 filmów na 2018 rok

12 filmów na 2018 rok

Zeszłoroczne filmowe podsumowanie mamy już z głowy, zatem czas spojrzeć w przyszłość i zobaczyć, co takiego fajnego ujrzymy na srebrnym ekranie w 2018 roku. Tak jak rok temu przygotowaliśmy listę dwunastu - naszym zdaniem - najważniejszych nadchodzących produkcji. Oczywiście nie jest to lista kompletna, ale nie da się ukryć, że pewne filmy jednak zapowiadają się lepiej od innych. Jeśli o czym zapomnieliśmy, dajcie nam znać w komentarzu!

najlepsze filmy 2018

"Annihilation" 


Po pierwsze: reżyseruje Alex Garland, czyli twórca "Ex Machiny" i scenarzysta takich hitów jak "28 Dni Później" oraz nowy "Dredd". Po drugie: w obsadzie Oscar Isaac (<3) oraz Natalie Portman i Jennifer Jason Leigh. Po trzecie tematyka: grupa żołnierzy znika w środku tajemniczej zony, w której dzieją się dziwne rzeczy. Kobiece komando naukowców wyrusza na misję, by ich odnaleźć. Musicie wiedzieć, że moja ulubiona książka to "Piknik na Skraju Drogi". Tutaj czuję podobny klimat!

"Ant-Man and the Wasp"


Jeśli miałbym wymienić mojego ulubionego bohatera z "Marvel Cinematic Universe", bez wątpienia byłby to Ant-Man. Pogodny, sympatyczny, zabawny i o złotym sercu. Jak dla mnie kradnie każdą scenę, w jakiej się pojawi - czego dowodem jest chociażby "Civil War". Tym bardziej nie mogę się doczekać sequela jego przygód! Czy będą tak świeże i atrakcyjne, jak pierwszy "Ant-Man"? Oby!

"Avengers: Infinity War"


A to drugi "Marvel" w naszym zestawieniu. Niejako rzecz obowiązkowa - ma podsumować całe uniwersum, budowane przez prawie dwadzieścia filmów! Ilość postaci, jaka ma się pojawić na ekranie, przyprawia o zawrót głowy. Nie mam pojęcia jakim cudem ma starczyć miejsca dla wszystkich, ale jestem dobrej myśli. Wiem, że będzie spektakularnie, epicko i widowiskowo. Pytanie tylko, czy wystarczająco oryginalnie?

"Darkest Hour"


Ten film niedawno wszedł na zachodnie ekrany, w Polsce musimy jeszcze chwilkę poczekać. A wygląda na to, że jest na co - mówi się, że to może być najlepsza rola Gary'ego Oldmana (a przecież jest z czego wybierać). Zresztą mowa nie byle o czym, bo "Darkest Hour" to film o legendarnym Winstonie Churchillu! Konkretnie akcja dzieje się w 1940 roku, gdy Churchill (już wtedy polityczny emeryt) musiał zastąpić na stanowisku premiera skompromitowanego Chamberlaine'a. To była faktycznie najczarniejsza godzina w nowożytnej historii Wielkiej Brytanii. Jak Churchillowi udało się ją przetrwać? Chcę to zobaczyć!

"The Cloverfield Paradox"


Tak tak, radujmy się - nadciąga kolejna część cyklu horrorów science fiction pod patronatem J.J. Abramsa. Pojawienie się "10 Cloverfield Lane" było prawdziwym zaskoczeniem - nikt nie spodziewał się tego filmu, a na dodatek tworzono go w całkowitej tajemnicy. O trzeciej części wiemy nieco więcej. Fabuła dość mocno ma przypominać to, co widzieliśmy niedawno w "Life" - grupa astronautów na orbicie mierzy się z bliżej niezidentyfikowanym zagrożeniem. W rolach głównych Daniel Brühl i Elizabeth Debicki, więc zapowiada się bardzo dobrze. Ciekawi mnie tylko, czy twórcy w końcu zdradzą nam, czy fabuły poprzednich odsłon cyklu są jednak ze sobą połączone, czy może chodzi tu jedynie o spójność artystyczną. Nie mogę się doczekać!

"Hostiles"


Zachwycają mnie współczesne westerny. W Hollywood w końcu zrozumiano, że epoka Dzikiego Zachodu jak mało która nadaje się do zilustrowania brutalnych, niemalże pierwotnych emocji i ciężkiej walki o przetrwanie, jaka miała miejsce na amerykańskich preriach w XIX wieku. Dość wspomnieć tak wybitne tytuły ostatnich lat jak "Bone Tomahawk" czy "The Homesman". Tym razem w roli głównej Christian Bale (powraca do westernu po udanym remake'u "3:10 to Yuma"). Gra kapitana amerykańskiej kawalerii, eskortującego umierającego indiańskiego wodza. Zapowiada się na wybitne kino.

"Journey's End"


Jakiś czas temu na blogu wyrażałem zachwyt nawrotem mody na filmy o I wojnie światowej. Nareszcie! Ten przerażający, krwawy konflikt, który na zawsze zmienił strukturę społeczną i polityczną Europy, wciąż jest - w moim odczuciu - zbyt rzadko przedstawiany na ekranie. "Journey's End" to ekranizacja sztuki teatralnej autorstwa R.C. Sherriffa, weterana I wojny. W roli głównej właściciel najpiękniejszych oczu w Hollywood, czyli Asa Butterfield. Może być hit!

"Solo: A Star Wars Story"


Nowe odsłony "Gwiezdnych Wojen" z wytwórni Disney'a jeszcze mnie nie zawiodły. Tym razem może być różnie, bo o nadchodzących przygodach młodego Hana Solo powiedziano wiele złego. Dość wspomnieć, że w trakcie zdjęć zmieniono reżyserów, a ponadto grający główną rolę Alden Ehrenreich miał ponoć problem z grą aktorską. Ale to wciąż "Star Wars"! Ma być (rzecz jasna) Chewbacca, młody Lando Calrissian, Millennium Falcon i cały szereg wydarzeń, który doprowadził Hana Solo do miejsca w "Nowej Nadziei". Mam nadzieję, że będzie też Jabba!

"The Predator"


Wbrew opiniom wielu recenzentów, ja byłem zadowolony z "Predators". Na czwartą część solowych przygód kosmicznego łowcy czekam równie mocno! Zwłaszcza, że kręci ją nikt inny jak Shane Black, legendarny hollywoodzki scenarzysta (i jeden z aktorów, którzy wystąpili w pierwszym "Predatorze"). Wprawdzie ma na koncie wpadkę w postaci "Iron Mana 3", ale nakręcił niedawno w miarę przyzwoite "The Nice Guys". Jeśli Black nie będzie czuł klimatu Predatora, to obawiam się, że nikt już tej serii nie pomoże. 

"The Shape of Water"


Mam pewien problem z filmami Guillermo del Toro. Z jednej strony nie do końca łapię ich klimat, ale jednocześnie doceniam wizualny rozmach i artystyczną awangardę, jaką prezentują. Na dodatek del Toro jest mistrzem nieoczekiwanych zwrotów akcji i horrorowego klimatu. Tym razem rzecz dotyczy dziwnego wodnego stwora, badanego przez bezdusznych naukowców w samym środku Zimnej Wojny. Film jeszcze nie wszedł do kin, a już sypią się nagrody. Czy zasłużenie?

"Three Billboards Outside Ebbing, Missouri"


To jeden z tych filmów, których zwiastun dosłownie zerwał ze mnie kapcie. Co za aktorska potęga!!! Legendarna aktorka Frances McDormand gra matkę, która za pomocą trzech bilbordów wypowiada wojnę systemowi prawnemu USA, bezsilnemu w sprawie morderstwa jej nastoletniej córki. Dodajmy, że rolę szeryfa gra nie kto inny, jak sam Woody Harrelson, a jego zastępcę Sam Rockwell. Czuć kultowy film już na odległość, warty całego worka nagród!

"X-Men: Dark Phoenix"


Obawiam się, że to ostatnia zbiorcza przygoda "X-Menów" w nowym, młodym składzie. Trochę mi szkoda, że wspaniała przygoda dobiega końca (choć poniekąd jestem ciekawy, jak odnajdą się w "Marvel Cinematic Universe"). Wszystko wskazuje na to, że jak na "X-Menów" przystało, będzie mrocznie, efekciarsko i na poważnie. Trochę martwi mnie Sophie Turner w roli głównej, ale za to będzie znów McAvoy, Fassbender i cała reszta znanej hałastry. Oby zapewnili "X-Menom" pożegnanie godne tej serii!

A Wy na co czekacie najbardziej?
Filmowe podsumowanie roku 2017

Filmowe podsumowanie roku 2017

Szybko minęło, co? Ani się człowiek spostrzegł, a na kalendarzach już 2018. Pora zatem na filmowe podsumowanie tego, co w ubiegłym roku zobaczyliśmy w kinie i czego żaden widz nie powinien przegapić. Jeśli z jakichś przyczyn nie trafiliście na daną produkcję, zasiadajcie prędko do jakiegoś streamu online i do dzieła! Jak niektórzy z Was zapewne pamiętają, rok temu wymieniałem "12 filmów na 2017 rok" - czyli produkcje, na które oczekuję najbardziej. Poniżej wskazałem 12 pozycji, które moim zdaniem okazały się najbardziej wartościowe (z różnych przyczyn). Sporo pokrywa się z tymi, na które czekałem... Ale nie wszystkie. 

najlepsze filmy 2017

najlepsze filmy 2017

"Blade Runner 2049"


Sequel kultowego "Łowcy Androidów" okazał się wizualnym arcydziełem. Porażające efekty specjalne, scenografia, muzyka i nieskrępowana, mocno pesymistyczna wizja przyszłości. Jednym słowem to samo, co zachwyciło widzów (choć po czasie) w 1982 roku, uaktualnione o najnowsze przewidywania naukowców, urbanistów i socjologów. Wprawdzie nie do końca przekonał mnie Ryan Gosling, a i Harrison Ford nie pokazał nic specjalnego, ale takie widowisko było warte każdych pieniędzy!

najlepsze filmy 2017

"Captain Fantastic"


To jedno z moich większych odkryć w 2017 roku. Film niezwykle wzruszający, kolorowy, wspaniale zagrany i bardzo mądry. Jak mało który rozprawia się z kwestią ojcostwa i wychowywania dzieci. I choć główny bohater - w tej roli niezwykły jak zawsze Viggo Mortensen - jest ojcem beznadziejnym, to paradoksalnie jego nieszablonowy model rodzicielstwa spowodował, że dorobił się gromadki cudownych dzieci, błyszczących jak klejnoty wśród rówieśników. Marzenie każdego rodzica!

najlepsze filmy 2017

"Dunkirk"


Dalej uważam, że Christopher Nolan jest przereklamowany. Za "Dunkierkę" wziął gigantyczną gażę jako reżyser, której chyba nie do końca okazał się wart. Ale nie można mu odmówić wizji i chęci do eksperymentowania. Nakręcona w formie tryptyku opowieść o ewakuacji brytyjskiej armii z Francji w 1940 roku poraża surowością oraz niesamowitym dźwiękiem (zaleca się oglądanie wyłącznie w kinie lub dobrej jakości kinie domowym). Świetny aktorsko, ciekawy fabularnie i krwawo realistyczny. Doskonale obrazuje horror wojny.

najlepsze filmy 2017

"King Arthur: Legend of the Sword"


Aż sam się zaskoczyłem, że umieściłem ten film na liście. Umówmy się, była to dość spora fabularna kaszanka. Ale bez wątpienia należy najnowszego "Króla Artura" potraktować jako eksperyment i zabawę formą. To zresztą znak rozpoznawczy Guya Ritchiego - jego charakterystyczny styl nie do wszystkich przemawia. Na pewno nie przemówił do widzów, bo "Legenda Miecza" zaliczyła budżetową wtopę. Ale dla muzyki i zdjęć warto przynajmniej raz zajrzeć do tego filmu i wyrobić sobie własne zdanie. 

najlepsze filmy 2017

"Logan"


To bez wątpienia mój numer 1 wśród filmów 2017 roku. Wszystko tu zagrało. Niezwykle dojrzała fabuła, której nie powstydziłby się oscarowy dramat obyczajowy. Rozprawy na temat starzenia się, rozliczania z życiem i nieuchronnego pogodzenia ze śmiercią - tego kino superbohaterskie jeszcze nie widziało. To, co Hugh Jackman i Patrick Stewart zrobili w tym filmie, nie da się opisać innymi słowy niż geniusz. I choć uniwersum "X-Menów" zapewne zostanie skasowane po przejęciu Foxa przez Disneya, to "Logan" pozostanie z nami na zawsze.

najlepsze filmy 2017

"Moonlight"


Oscarowy "Moonlight" mocno i bez pardonu wziął na klatę dwie kwestie - tożsamość osób homoseksualnych wychowywanych we wrogim środowisku oraz piekło wyrwania się ze społecznego getta. Historia życia młodego geja, mającego nieszczęście urodzić się w afroamerykańskich slumsach Miami, zachwyciła krytyków na całym świecie. Nie da się ukryć, że obok "Moonlight" trudno przejść obojętnie. Zwłaszcza jeśli ktoś zna podobne sytuacje z życia swojego lub osób mu bliskich.

najlepsze filmy 2017

"Silence"


Martin Scorsese czekał na zrobienie tego filmu ćwierć wieku. Niezwykła i oparta na faktach historia jezuickich misjonarzy w XVII-wiecznej Japonii od początku miała wielkie buty do wypełnienia - mam tu oczywiście na myśli film "The Mission". Wyszło z tego kino głębokie, mocno filozoficzne i bardzo frapujące. Z jednej strony jest pochwałą siły ducha (mającej oparcie w religii), z drugiej zaś jest głębokim antyklerykalnym krzykiem rozpaczy. Tytułowe "Milczenie" oznacza ciszę ze strony Boga, ignorującego błagalne prośby wiernych o pomoc. Jak to zinterpretować? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

najlepsze filmy 2017

"Star Wars Episode VIII: The Last Jedi"


Obecność kolejnego filmu z cyklu "Star Wars" w tym zestawieniu zapewne nikogo nie dziwi. Ale to nie tak, jak myślicie. "The Last Jedi" wzbudził absurdalnie skrajne, histeryczne reakcje "fanów" Sagi na całym świecie. Faktem jest, że twórcy filmu bez litości obalili wszystkie schematy, jakimi powinno się kierować familijne kino typu space opera. Zamiast sukcesów bohaterów, mamy porażki. Zamiast zwycięstwa, totalną klęskę. Ale jest w tym tak głęboka dawka mistycyzmu, piękna i zaskakującego optymizmu, że "The Last Jedi" z powodzeniem robi to, co dekady temu "The Empire Strikes Back". Rozszerza galaktykę tak, że nie możemy się doczekać ciągu dalszego!

najlepsze filmy 2017

"The Founder"


McDonald's zrósł się ze współczesnością tak samo mocno jak Coca-Cola czy spodnie typu jeans. Każdy wie, czym jest McDonald's i przynajmniej raz coś tam jadł. Jak powstało pierwsze na świecie fast foodowe imperium? Kto odpowiada za to, że jedna kalifornijska restauracja serwujące hamburgery rozrosła się do globalnej korporacji? Z obejrzeniem tego filmu jest jak z pochodzeniem hamburgerów - warto wiedzieć, co się je.

najlepsze filmy 2017

"The Zookeeper's Wife"


To film, którego zwłaszcza polscy widzowie nie powinni pominąć. Wstyd tylko, że nie zrobiliśmy go sami, tylko wyręczyli nas Amerykanie. To prawdziwa historia państwa Żabińskich, dyrektorów warszawskiego zoo w czasie II wojny światowej. Po tym, jak ich zwierzęta zostały zabite lub wywiezione, zamienili teren zoo w azyl dla Żydów próbujących przetrwać piekło Holocaustu. Ich niezwykła odwaga i poświęcenie zasługuje na to, by Polacy o nich pamiętali i byli z nich dumni. I to zdecydowanie bardziej, niż z często moralnie wątpliwych "żołnierzach wyklętych".

najlepsze filmy 2017

"Thor: Ragnarok"


Seria "Marvel Cinematic Universe" po raz kolejny udowodniła, że zabawa formą to ich specjalność. "Ragnarok", bez wątpienia najlepszy zeszłoroczny film Marvela, to nieskrępowana frajda, okraszona cudownymi efektami specjalnymi. Wspaniały humor, świetne połączenie obrazu z muzyką i miłość twórców do tego, co robią - to przepis na sukces. Trzecia część przygód nordyckiego boga Thora, w porównaniu do nieudanych poprzednich dwóch, szybuje na wyżynach stratosfery. Oby tak dalej!

najlepsze filmy 2017

"Wonder Woman"


I kończymy również kinem superbohaterskim. Tym razem chodzi o "Wonder Woman" - pierwszy pełnokrwisty, kasowy i doceniony przez wszystkich film o kobiecej superbohaterce (na dodatek również wyreżyserowany przez kobietę). Gal Gadot w głównej roli wygląda jak prawdziwa bogini, a osadzenie fabuły w realiach I wojny światowej dodaje mu świeżości i czyni wyjątkowym. Trzeba obejrzeć dla postaci, scenografii oraz muzyki. Jest na co patrzeć.
Copyright © Jest Kultowo! , Blogger